Małgorzata Kamińska-Sobczyk przygotowała najmłodszym teatromanom mikołajkową niespodziankę. Wyreżyserowała napisaną przez siebie sztukę „Smakołyki ciotki Klotki”. Dzieci, które w mikołajkowe przedpołudnie trafiły do „Tęczy”, poznały przypowieść o potrzebie przyjaźni i rozterkach samotności.
Tekst sztuki daje aktorom możliwość zaprezentowania pełni swoich umiejętności – tak na planie żywym jak i lalkowym. Już w pierwszej części Justyna Figacz (ciotka Klotka) i Ilona Lewkowicz (mysz Klaudyna) dają widzom okazję do poznania ich aktorskiego kunsztu. Bawią ruchem, tańcem i śpiewem. Bardzo inteligentnie akcentują zarówno słowne żarty, jak i treści związane z przesłaniem sztuki, a gagi sytuacyjne prowadzą młodych widzów przez zmienne nastroje. Znaczącym dopełnieniem sytuacji dramaturgicznej są role Alicji Zimnowłodzkiej (sąsiadka Klementyna) i Marka Huczyka (listonosz Konstanty), którzy w drugiej części (również w postaciach psa Kleofasa i kota Mruczysława) nadają spektaklowi większej dynamiki i tempa. Młoda widownia nie ma trudności z odczytaniem przesłania spektaklu. Tym bardziej, że śpiewane przez postaci piosenki (z muzyką Włodzimierza Jarmołowicza) są jednoznaczne.
Autorką scenografii jest Alicja Chodyniecka-Kuberska, która tak zaprojektowała salonik ciotki Klotki, by ten podkreślał roztargnienie i długoletnie zadomowienie jej właścicielki i głównej bohaterki. Daje przy tym przestrzeń dla swobodnego biegu zdarzeń scenicznych i łatwość wykorzystywania elementów scenograficznych do zmiany planów aktorskich. A że magia takich zmian wciąż oddziałuje, niech świadczy pytanie młodego widza: - Tato! Dlaczego ta mysz jest raz taka duża jak człowiek, a potem mała i wychodzi z szuflady?
Warto pójść do „Tęczy”, by przeżyć sporo wrażeń estetycznych oraz poznać wagę porozumienia i przyjaźni. Szczególnie między myszą, kotem, psem i człowiekiem.