Kawior
W powszechnym mniemaniu język polski jest tak podobny do rosyjskiego, że nie trzeba nadmiernego wysiłku by przedstawiciele obu nacji szybko się porozumieli. Czyli... po co się tego języka uczyć, skoro wystarczy nieco zmienić akcent polskich słów i wszystko jasne!
Nie tak dawne to czasy, gdy z takiego założenia wychodzili także przedstawiciele naszych – nie wyłączając słupskich - oficjalnych delegacji, udających się za wschodnią granicę. Rzadko decydowano się na tłumacza, chociażby tylko dlatego, że „każdy z nas miał ten język w szkole jako obowiązkowy i coś tam pamięta”. A że niemal obowiązkiem było przywieźć stamtąd jakich „suwenir” (charakterystyczny dla tego kraju, a nieobecny w naszych sklepach), więc po spotkaniach, naradach i obowiązkowej wymianie serdeczności przychodził czas na odwiedzenie „magazynów”. Ta sytuacja miała miejsce w Archangielsku (ale równie dobrze mogłaby zdarzyć się w innym), mieście zaprzyjaźnionym ze Słupskiem. Panowie delegaci stwierdzili, że najlepiej będzie uszczęśliwić swoich bliskich i znajomych kawiorem. Raz, że będzie taki prezent znakomitą okazją do spotkania przy „wodzie rozmownej”, a dwa – korzyści odniosą zarówno darujący jak i obdarowany. Weszli więc do sklepu, dostrzegli pożądany produkt na półce i...:
- Dajtie wy mienia puszku kawioru – poprosił jeden z klientów.
Ekspedientka spojrzała na niego z zaciekawieniem, a ponieważ nie była pozbawiona poczucia humoru, odpowiedziała:
- Izwienite, nie mogu! Potomu czto u nas kawiory w kabinietach, a puszki tolko na Kremlie.
Koniec końców sprzedawczyni oczywiście podała żądany towar, ale jej dowcipna uwaga, przeszła do anegdoty. (opr. hrk)
* Mniej wtajemniczonym w niuanse języka rosyjskiego wyjaśniamy, że kawior po polsku to dywan, a puszka to armata.
Marian z Hrubieszowa w młodości chciał zostać zegarmistrzem. Z nauki nic jednak nie wyszło, bo całkowicie ignorował dawane mu wskazówki.
Rozmawia dziewczynka ze swoim ojcem:
- Ojcze! Co to takiego pascha?
- To czas, w którym rozpoczyna się post, kochanie.
- A co to takiego post, ojcze?
- No to czas, w którym nie je się mięsa, nie pije wódki...
- Ale ojcze, wczoraj jedliśmy mięso!
- No i co z tego? Wódkę też żeśmy pili... I dzisiaj też będziemy pili! Najważniejsze córko, to WIERZYĆ!!!
Głucha rosyjska wioska. Do chałupy podchodzi młody człowiek z plikiem papierów. Siedzący na ganku staruszek pyta:
- Co, emerytura?
- Nie dziadku. Próbujemy określić, ilu ludzi żyje w Rosji.
- No to chłopcze niepotrzebnie tracisz tu czas, bo ja nie mam zielonego pojęcia.
- Piotrusiu! Bądź grzeczny bo przyjdzie wielka, kudłata bestia i cię zabierze do siebie!
- Ale ja lubię jeździć do babci, tatusiu.
Moja dziewczyna powiedziała, że chciałaby trochę poeksperymetnować w sypialni, więc kupiłem jej zestaw Małego Chemika i poszedłem na piwo do pubu.
- Poznałam wczoraj rodziców Marcina.
- A jak to się stało, że tak szybko Cię przedstawił?
- Normalnie, weszła jego mama do pokoju i mówi "Marcin późno już, wstawaj" a ja: "Dzień dobry".