Do Honolulu na Hawajach, gdzie znajduje się meta, jest jeszcze daleko. Ale jeden z najtrudniejszych odcinków rejsu dookoła świata Natasza Caban ma już za sobą. Z opowieści usteckiej żeglarki wynika, że odcinka trasy z Durbanu do Mossel Bay - gdzie zakotwiczyła na krótko - nie zapomni do końca życia. Trasa, którą podąża nasza bohaterka wiedzie do Kapsztadu, miasta leżącego na granicy dwóch oceanów.
W Durbanie
Do jednego z największych portów Afryki Durbanu w Republice Południowej Afryki Natasza dopłynęła szczęśliwie chociaż nie obyło się bez stresów. Nerwy i obawa przed abordażem towarzyszyły naszej żeglarce gdy o mały włos nie uderzył w jej jacht kuter rybacki. Skończyło się jednak na strachu – Dobiłam do kei w Durbanie, porządnie się umyłam, zjadłam i wyspałam, a najważniejsze, że ponaprawiałam usterki. Części do samosteru dotarły na czas, listwę do grota zamówiłam. Chciałam być gotowa, gdy będzie pierwsze okno pogodowe. Śpieszy się mi do Kapsztadu, gdzie planuję wymarzone safari. Jacht wzbudza duże zainteresowanie, wiele osób zagląda do mnie, zagaduje i chwali, że niewiele jest samotnych kobiet żeglarek.
Długa fala
Po kilku dniach od wypłynięcia „Tanaszy” z Durbanu Natasza Caban znów musiała chwycić się za bary z Oceanem Indyjskim. - Zapowiadali nie więcej niż 12 węzłów, ale martwa fala po sztormie była tak duża, że zaczęłam swój kolejny etap wisząc na rylingu i - jak od 10 lat nic się nie zdarzyło - teraz rzygałam jak kot. Potem zaczęła się burza. Grzmiało i błyskało toteż powyłączałam całą elektronikę. Zamknięta w kajucie włączyłam sobie latarkę żeby nie widzieć błyskawic. Zamiast obiecywanych „nastu” węzłów mieliśmy 30-40, a jachty mające wiatromierze rejestrowały do pięćdziesiątki w szkwałach. „Tanasza” walczył dzielnie. Na falach prąd pchał nas szybko do przodu.
East London
Burze nie są tutaj niczym nadzwyczajnym. Żeglarka zbliżała się do Przylądka Dobrej Nadziei, dawniej zwanego Przylądkiem Burz. Jest to jeden z regionów, który słynie na świecie z niespotykanych wyładowań atmosferycznych. Najpierw jednak zakotwiczyła w East London z czego się później cieszyła.. – Zastanawiam się dlaczego ludzie starają się ominąć ten port i iść od razu do Port Elizabeth. East London to port na rzece z bardzo przyjaznymi ludźmi i rodzinna atmosferą. Od Johna i Glendy można otrzymać wszelką pomoc i informację. W tamtejszym jacht klubie można porządnie zjeść „domowa kuchnia” i pograć na instrumentach z tubylcami. Wszyscy są niesamowicie życzliwi. Zajrzałam do internetu, zatankowałam paliwo, wzięłam gorący prysznic i w drogę.
Na widnokręgu Kapsztad
„Tanasza” z Nataszą Caban na pokładzie zbliżał się do Przylądka Igielnego. Kilka dni temu miała do niego tylko 50 mil. Pokonała je szczęśliwie i wpłynęła do Kapsztadu leżącego na styku dwóch oceanów. Z jednej strony morze, z drugiej góry tworzą z tego miasta jedno z najpiękniejszych na ziemi. Najprawdopodobniej w tym regionie świata Natasza zakotwiczy na dłużej. Spędzi tu Boże Narodzenie i „zaliczy” wymarzone Safari.
„Zbliżenia” życzą żeglarce wesołych
Świąt i stopy wody pod kilem.
Fot. archiwum żeglarki