|
Rozmowa dwóch sąsiadek:
- Wiesz, Kaśka robi na święta makowca i murzynka.
- Nie mówi się "Murzynek" tylko "ciasto afroamerykańskie"
* * *
Kiedy, podczas nocy poślubnej, młody książe po raz pierwszy całował swą piękną żonę, ani myślał, że oto rozpoczął się, co prawda powolny, ale nieubłagany, proces jej przemiany w ropuchę.
* * *
Jasio mówi do mamy:
- Mamusiu, chciałbym ci coś ofiarować pod choinkę.
- Nie trzeba, syneczku. Jeśli chcesz mi sprawić przyjemność, to popraw swoją jedynkę z matematyki.
- Za późno, mamusiu. Kupiłem ci już perfumy.
* * *
W milenijnego Sylwestra reporter zaczepia gentlemana na ulicy Londynu:
- Jakie pan ma plany na nowe tysiąclecie?
- Dość skromne, przez jego większość będę nieżywy.
* * *
Syn pyta ojca:
- Czy to prawda, że w niektórych krajach mężczyzna nie zna swojej żony do momentu, aż się z nią ożeni?
- To się dzieje w każdym kraju, synu...
* * *
Ten lekarz jest niesamowity! W kilka sekund wyleczył moją żonę z wszystkich dolegliwości!
- Jak to zrobił?
- Powiedział, że to objawy nadchodzącej starości... |
|
Skrzydła anioła
Włodzimierz Tetmajer, powszechnie bardziej znany jako pierwowzór Gospodarza z „Wesela” Wyspiańskiego niż jako malarz i grafik, dużą wagę przywiązywał do pielęgnowania tradycji. Nie był jednak głuchy również na nowinki docierające z szerokiego świata. Szczególną estymą darzył święta Bożego Narodzenia.
Podobno zdarzyło to się w połowie lat dziewięćdziesiątych XIX wieku. Żonaty już z Anną Mikołajczykówną z podkrakowskich Bronowic (i tam mieszkający), postanowił sprawić dzieciom okolicznych chłopów, pozujących mu często do obrazów, niespodziankę. Zgodnie z tradycją polską chciał przemierzyć Bronowice w stroju św. Mikołaja – ale nie tego upowszechnionego przez Coca Colę – w towarzystwie anioła i diabła. Planował wejść do każdej chałupy i przepytać dzieciaki ze znajomości katechizmu i umiejętności zachowania wobec starszych. Rzecz jasna wcześniej zaopatrzył się w Krakowie w drobne upominki dla grzecznych i obmyślił zabawne kary dla krnąbrnych. Z myślą o sporządzeniu okazałego stroju anioła - którym miała być jego żona - ogłosił we wsi, że potrzebuje do kolejnego obrazu gęsich piór. Ich zbieranie szło mozolnie, a prace przy skrzydłach posuwały się na tyle wolno, że termin gotowości anielskiego wyposażenia stawał się coraz bardziej zagrożony. Diabeł był gotowy, pomocnik świętego łatwy do przebrania, a anioł „głęboko w lesie”. Do czasu. W przeddzień wigilii na progu swojej chałupy znalazł starą powłoczkę od poduszki pełną gęsiego pierza. Zatarł ręce z radości, ale nie trwała ona długo. Zza gumna dobiegł go żoniny lament. Szybko pospieszył w tamtą stronę i...
- Że Pan Bóg mnie takim bezmyślnym chłopem pokarał! Skrzydeł anioła mu się zachciało... - zawodziła żona, a przed nią leżały cztery, niemal doszczętnie ogołocone z piór, martwe gęsi. Dowód wzięcia sobie do serca przez wiejskich wyrostków Tetmajerowskich ponagleń. Gorzej, bo jeszcze w dwóch innych obejściach lamentowały gospodynie.
Nie trzeba dodawać, że św. Mikołaj w osobie Tetmajera w te święta nie odwiedził Bronowic. Sam malarz miał podobno jeszcze zamysł wielkanocnego „zajączkowania”, ale bożonarodzeniowe doświadczenia zniechęciły go ostatecznie. Co mogłoby się stać z wiejskimi „królami”, gdyby ogłosił, że przygotowuje strój okazałego... zająca.
(opr. hrk)
|