Środa, 23 maja 2012 roku, Imieniny: Leoncjusza, Michała, Renaty  
Zbliżenia - Słupski dwutygodnik regionalny Zbliżenia - Słupski dwutygodnik regionalny
     Główna Archiwum PDF Dla reklamodawców Kontakt Fotogalerie Topy regionu Wirtualny spacer
menu:

e-Prenumerata
Zbliżeń





POGODA SŁUPSK:
godz. 00:00

Temp.: 14 °C
Ciśn.: 1017 hPa
Wiatr: 13 km/h
Śnieg: 0.0 mm
Deszcz: 0.0 mm






CZYTELNIA

gazeta
rozwiń spis treści
gazeta gazeta
Ustka, 2009-02-06
Rozmowa z Eugeniuszem Brzóską, pomysłodawcą, założycielem i właścicielem Muzeum Chleba w Ustce
Od ziarenka do bochenka

Proszę powiedzieć jak i kiedy narodził się pomysł utworzenia Muzeum Chleba.

- To było ponad 10 lat temu. Po remoncie i generalnych porządkach zobaczyłem, że uzbierało się naprawdę dużo różnych eksponatów. Szkoda je było po prostu wyrzucić. W nich zawarta jest historia piekarnictwa i cukiernictwa. Wygospodarowałem więc trochę miejsca i 18 marca 1998 roku otworzyłem nieduże muzeum.

Mieszka pan w Ustce od 1945 roku. Jak pan tu trafił?

- Moja rodzina przeniosła się tu z Gdyni, skąd zostaliśmy wyrzuceni. To wynik wojennej zawieruchy. Ojciec po wyzwoleniu go z obozu w Stutthofie szukał dla nas miejsca i trafił najpierw do Słupska, potem do Ustki, która była wówczas miastem zamkniętym, pod radziecką komendanturą. Przyjechali tu z bratem na rekonesans rowerami! Po załatwieniu formalności i uzyskaniu zgody na osiedlenie się ojciec został zameldowany jako trzydziesty siódmy polski obywatel Ustki. Objął poniemiecką piekarnię przy ul. Marynarki Polskiej. W 1950 roku władze zabrały mu piekarnię i przekazały do PSS-u, ale ojciec nadal w niej pracował. Tak było przez 10 lat. Gdy w koszarach została wybudowana duża piekarnia wojskowa, PSS zamknął tę starą. Przez rok stała nieczynna. Ojciec postanowił ją wykupić. I tak 1 maja 1961 roku ruszyliśmy znów z produkcją chleba. Pracowałem razem z ojcem, a w 1969 roku przejąłem zakład. Teraz przekazałem go synowi.

Kontynuował pan piekarnicze tradycje rodziny...

- Piekarzem był mój dziadek Teofil i jego bracia Benedykt i Władysław, mój ojciec, Bolesław, ja jestem trzecim pokoleniem. Teraz pomagam synowi Adamowi, który przejął zakład. Mam dzięki temu więcej czasu i mogę go poświęcić dla muzeum.

Po 10 latach funkcjonowania rozbudował pan muzeum, zwiększył liczbę eksponatów, zrobił nowe wejście od głównej ulicy miasta. Proszę powiedzieć ile eksponatów udało się zgromadzić, skąd je pan wziął i które są najcenniejsze.

- Jeśliby liczyć osobno każdą książkę, pismo, widokówkę, maszynę to zebrałoby się około dwóch tysięcy. Najstarszy jest stół do przerabiania ciasta piernikowego, który oceniam na XVIII wiek. Nie było wtedy cukru więc ciasta produkowano na miodzie. Dla mnie wszystkie eksponaty są jednakowo cenne, bo większość sam zgromadziłem. Niektóre podarowali koledzy z cechu. Byłoby tych przedmiotów znacznie więcej, ale kiedyś nie myślałem, że stworzę muzeum, więc części się pozbyłem, bo nie było gdzie ich gromadzić.

Wspomniał pan o widokówkach. Ma pan największy zbiór widokówek z przedwojennej Ustki?

- Gromadzenie starych widokówek z Ustki to moje hobby od wielu lat. Zbieramy je razem z synem. Obecnie kolekcja liczy około dwóch tysięcy sztuk. Wydaliśmy album „Ustka jakiej nie znamy”, w którym znalazła się niewielka część zbiorów. Przed wojną do Ustki przyjeżdżało latem bardzo dużo berlińczyków. Ustka miała wtedy bezpośrednie połączenie kolejowe ze stolicą Niemiec. Pobudowali tu letnie domy, między innymi wille przy dzisiejszej ulicy Żeromskiego i przy placu Wolności. Z wakacji wysyłali rodzinie i znajomym widokówki. Niektóre trafiły do Ameryki i po latach wróciły do mojej kolekcji w Ustce. Historia zatoczyła koło.

Kto odwiedza Muzeum Chleba?

- Najczęściej są to grupy zorganizowane ze szkół oraz z ośrodków wypoczynkowych, ale są też osoby indywidualne. Teraz trzeba się umówić telefonicznie na zwiedzanie, ale od wiosny zamierzam wyznaczyć konkretnie dni i godziny, aby każdy chętny mógł tu zajrzeć. W Ustce nie ma zbyt wielu atrakcji dla turystów, poza muzeum miejskim i latarnią morską. Latem można obejrzeć jeszcze minerały. Sama plaża i piwo to za mało.

Czy ktoś pomagał panu w stworzeniu muzeum? Na przykład Urząd Miejski albo jakieś stowarzyszenie?

- Cech Rzemiosł Różnych ze Słupska ufundował płytki ceramiczne na posadzkę, za które jestem wdzięczny. Resztę inwestycji zrobiłem za własne pieniądze. Jest jeszcze jedna osoba, która dużo mi pomaga. To moja żona Maria, której też chciałbym serdecznie podziękować

Leokadia Lubiniecka
Fot. Zbigniew Bielecki
1051
gazeta

Dodaj komentarz:

 
gazeta
Autor:
Mail: (nie będzie wyświetlany)
Komentarz:
 
  - wpisz słowo z obrazka (ochrona antyspamowa)
  
gazeta
Online: 1

Odwiedzin dzisiaj: 30
Wyświetleń dzisiaj: 92
Odwiedzin: 1382325
Wyświetleń: 1780386
Copyright Bednarek Media © 2006-2007
Wszelkie prawa zastrzeżone