

|
menu:
e-Prenumerata
Zbliżeń
POGODA SŁUPSK:
godz. 03:00 ![]() Temp.: 14 °C ![]() Ciśn.: 1017 hPa ![]() Wiatr: 13 km/h Śnieg: 0.0 mm Deszcz: 0.0 mm |
CZYTELNIA
<<< poprzedni
| 18/5 | następny >>>
Słupsk, 2009-07-10
„Rajskie Jabłuszko” dla słupszczanina
Słupski historyk dr Jerzy Romanowicz został uhonorowany przez redakcję „Ekoświata” statuetką „Rajskiego Jabłuszka” przyznawaną corocznie osobom i instytucjom, które wyróżniają się w pracy na rzecz ochrony środowiska i edukacji ekologicznej. Dr Romanowicz otrzymał to piękne wyróżnienie za „bezgraniczne umiłowanie drzew, odnajdywanie w Polsce ich najpiękniejszych okazów, fotograficzne ich dokumentowanie dla potomnych oraz walkę o ich ochronę”.
Jak to się stało, że człowiek zajmujący się dydaktyką historii, badający dzieje szkolnictwa polskiej marynarki wojennej w Wielkiej Brytanii w czasach drugiej wojny światowej został wielkim miłośnikiem i obrońcą cennych drzew? Laureat tak to ocenia: – Historykowi może bliżej do ekologii, niż to się na pozór wydaje. Każde działanie człowieka wywołuje jakieś konsekwencje. Wiele jest przewidywalnych, wiele znanych z przeszłości, wiele oczekuje na udokumentowanie i zaprezentowanie. Taki sposób postępowania bliski jest każdemu historykowi. Przed laty, gdy pracowałem w muzeum koszalińskim, jego dyrektorem był wybitny historyk Tadeusz Gasztold. Miał zwyczaj podpytywania pracowników, co widzą po drodze do domu. Wszystko było ważne - kolory drzew i rodzaje mijanych zabytków. Sam wspaniale opowiadał o swoich podróżach po Pomorzu, podczas których odnajdywał miejsca pamięci, osobliwości regionalne, ciekawostki przyrodnicze i pomniki przyrody. Późniejszy profesor w niezauważalny sposób zaraził mnie swoją „chorobą ‘’ obserwowania zmieniającego się otoczenia. Ja także zacząłem rejestrować w pamięci napotykane pomniki przyrody, niezwykłe drzewa, wspaniałe krajobrazy. Następnym krokiem było ich rozpoznawanie, a później poszukiwanie. Jak na historyka przystało, najpierw musiałem dowiedzieć się wszystkiego, co można o osobliwościach odwiedzanego przez mnie terenu, a później jechałem tam, gdzie te przyrodnicze niezwykłości się znajdowały. Nie wszystkie spotkania były szczęśliwe. W sierpniu 2008 r. odszukałem Lipę Czarnieckiego nazywaną także Lipą Siedmiu Braci. To leciwe drzewo prawdopodobnie pamiętało czasy potopu szwedzkiego, a więc mogło mieć jakieś 350 lat. Zrobiłem wiele fotografii sędziwej staruszki. Miesiąc później jakiś szaleniec podpalił tę lipę, wrzucając do dziury w spróchniałym pniu niedopałek. Świadek historii, jakim było to drzewo, pozostał tylko na moim zdjęciu. Teraz stało się ono dokumentem minionego czasu. Nie chciałbym więcej rejestrować takich dramatycznych historii. Mam nadzieję, że ekologia zmienia myślenie ludzi, budzi w nich odpowiedzialność za losy ziemi. (JNW)
1229
<<< poprzedni
| 18/5 | następny >>>
Dodaj komentarz: |