Środa, 23 maja 2012 roku, Imieniny: Leoncjusza, Michała, Renaty  
Zbliżenia - Słupski dwutygodnik regionalny Zbliżenia - Słupski dwutygodnik regionalny
     Główna Archiwum PDF Dla reklamodawców Kontakt Fotogalerie Topy regionu Wirtualny spacer
menu:

e-Prenumerata
Zbliżeń





POGODA SŁUPSK:
godz. 21:00

Temp.: 14 °C
Ciśn.: 1025 hPa
Wiatr: 25 km/h
Śnieg: 0.0 mm
Deszcz: 0.0 mm






CZYTELNIA

gazeta
rozwiń spis treści
gazeta gazeta
Słupsk, 2009-10-02
Witkacego godzina magiczna
Pierwsza premiera tego sezonu w Nowym Teatrze w Słupsku miała wyjątkowy charakter. Po pierwsze zbiegła się z datą inauguracji przed pięcioma laty działalności tej sceny, po drugie tego dnia przypadała 70 rocznica śmierci Stanisława Ignacego Witkiewicza, a po trzecie – w Muzeum Pomorza Środkowego obradowało międzynarodowe grono witkacologów.

Premierowy wieczór rozpoczął się przed gmachem Filharmonii i Teatru przy ul. Jana Pawła II. Tutaj, dokładnie o godz. 21.28, za sprawą Macieja Kobylińskiego i Jolanty Krawczykiewicz, rodziców chrzestnych, spadło sukno zasłaniające nowe logo i dało się słyszeć: nadajemy ci imię Nowy Teatr imienia Witkacego! A potem trzeba już było przenieść się szybko do zabytkowego Spichlerza przy ul. Szarych Szeregów gdzie rozpoczynała się premiera „Witkacy: jest 20 do Xtej”.

Andrzej Maria Marczewski postawił przed aktorami bardzo trudne zadania. Przestrzeń gry wyznaczona jest przez kilkadziesiąt krzeseł ustawionych w kwadrat w spichlerzowej przesypowni (suszarni). Ale akcja toczy się również za plecami widzów, obok nich i między nimi. Nastrój – od wejścia publiczności – budowany jest przez dźwięki gongów (muzyka Marka Dyjaka), a akcję rozpoczyna dzwoneczek. Wtedy powoli „ożywają” postaci wpatrzonych w siebie mężczyzny i kobiety – Witkacego (Krzysztof Kluzik) i Czesławy Oknińskiej (Irena Sierakowska). Od tego momentu rusza gorączkowe wyłuskiwanie ze świadectw (listy, relacje) fenomenu Witkacego. Do dramatycznego opisu ostatnich dni życia dokładane są zdarzenia będące udziałem żony, Jadwigi z Unrugów Witkiewiczowej (Marta Turkowska), prowokującej Ireny Solskiej (Agnieszka Brzeskot) i Heleny Czerwijowskiej (Agnieszka Gronowska). Pomiędzy nimi jak ćma spalająca się w witkacowskim ogniu krąży Jadwiga Janczewska (Anna Rusiecka), poszukująca kontaktu i zrozumienia młodego Witkacego (Sebastian Ryś). Ten wciąż wirujący asocjacjami zaklęty krąg uzupełniają zachwyty ojca (Ireneusz Kaskiewicz), pouczenia i próby przyjacielskiego zrozumienia Bronisława Malinowskiego (Albert Osik) oraz mistyczne wtręty Tadeusza Micińskiego (Waldemar Czyszak). Przed oczyma widza przewijają się w zawrotnym tempie zdarzenia z życia Witkacego – od samobójczej śmierci, poprzez intymne szczegóły małżeństwa i kontaktów z innymi kobietami aż po próbę odczytania istoty jego autokreacji.

A ta nie jest możliwa bez zgłębienia jego wizji „Ja-Teatru”. I z tym mamy do czynienia w drugiej części spektaklu. Pojawiają się w niej postaci doskonale znane z kart jego powieści. A spektrum przytoczeń jest w tym przypadku bardzo szerokie – od „622 upadków Bunga” aż po niedokończone „Jedyne wyjście”. Dojrzały Witkacy obserwuje z boku rozterki duchowe swojego młodszego wcielenia, szamotaninę uczuciową i twórczą, obłędną moc autokreacji i strach przed odrzuceniem, porzuceniem, gonitwę za pełnią doznań (również erotycznych) i odczuwanie absolutnej pustki... Taki bieg zdarzeń nie może nie doprowadzić do trzeciej płaszczyzny samorealizacji Witkacego – metafizyki myśli. A ta znajduje swoje odbicie w postaci Mahatmy-Witkaca, w filozoficznej odmianie „metafizycznego bytu”, by przywieść widza do nieoczekiwanej konsolacji powtarzanej jak przesłanie, mantra. A wszystko przetykane pamięcią o niezwykłym znaczeniu, fatalistycznym, magicznym wręcz godziny „20 do Xtej”.

Jest w tym spektaklu ogromny ładunek emocjonalnych i intelektualnych treści. Można w nim odnaleźć ścieżki Hinajany, wiodące od poznania praprzyczyny, poprzez rozpoznanie cierpienia aż ku zrozumieniu mądrości. Bardzo podobnie – by użyć powszechnie znanego zabiegu konstrukcyjnego – przebiega napięcie dramatyczne w trenach: od opisu wielkości straty, poprzez ból buntu aż po konsolację. Spektakl jest znakomicie grany przez aktorów, w przestrzeni doskonale zaaranżowanej scenograficznie przez Tadeusza Smolickiego. Nie zobaczyć tego przedstawienia, to zrezygnować ze wzbogacenia swojej osobowości o interesujące doznania estetyczne.

Ryszard Hetnarowicz
Fot. autor
1337
gazeta

Dodaj komentarz:

 
gazeta
Autor:
Mail: (nie będzie wyświetlany)
Komentarz:
 
  - wpisz słowo z obrazka (ochrona antyspamowa)
  
gazeta
Online: 17

Odwiedzin dzisiaj: 1103
Wyświetleń dzisiaj: 1481
Odwiedzin: 1383398
Wyświetleń: 1781775
Copyright Bednarek Media © 2006-2007
Wszelkie prawa zastrzeżone