

|
menu:
e-Prenumerata
Zbliżeń
POGODA SŁUPSK:
godz. 21:00 ![]() Temp.: 14 °C ![]() Ciśn.: 1025 hPa ![]() Wiatr: 25 km/h Śnieg: 0.0 mm Deszcz: 0.0 mm |
CZYTELNIA
<<< poprzedni
| 19/13 | następny >>>
Słupsk, 2009-10-02
Witkacego godzina magiczna
Pierwsza premiera tego sezonu w Nowym Teatrze w Słupsku miała wyjątkowy charakter. Po pierwsze zbiegła się z datą inauguracji przed pięcioma laty działalności tej sceny, po drugie tego dnia przypadała 70 rocznica śmierci Stanisława Ignacego Witkiewicza, a po trzecie – w Muzeum Pomorza Środkowego obradowało międzynarodowe grono witkacologów.
Premierowy wieczór rozpoczął się przed gmachem Filharmonii i Teatru przy ul. Jana Pawła II. Tutaj, dokładnie o godz. 21.28, za sprawą Macieja Kobylińskiego i Jolanty Krawczykiewicz, rodziców chrzestnych, spadło sukno zasłaniające nowe logo i dało się słyszeć: nadajemy ci imię Nowy Teatr imienia Witkacego! A potem trzeba już było przenieść się szybko do zabytkowego Spichlerza przy ul. Szarych Szeregów gdzie rozpoczynała się premiera „Witkacy: jest 20 do Xtej”.
A ta nie jest możliwa bez zgłębienia jego wizji „Ja-Teatru”. I z tym mamy do czynienia w drugiej części spektaklu. Pojawiają się w niej postaci doskonale znane z kart jego powieści. A spektrum przytoczeń jest w tym przypadku bardzo szerokie – od „622 upadków Bunga” aż po niedokończone „Jedyne wyjście”. Dojrzały Witkacy obserwuje z boku rozterki duchowe swojego młodszego wcielenia, szamotaninę uczuciową i twórczą, obłędną moc autokreacji i strach przed odrzuceniem, porzuceniem, gonitwę za pełnią doznań (również erotycznych) i odczuwanie absolutnej pustki... Taki bieg zdarzeń nie może nie doprowadzić do trzeciej płaszczyzny samorealizacji Witkacego – metafizyki myśli. A ta znajduje swoje odbicie w postaci Mahatmy-Witkaca, w filozoficznej odmianie „metafizycznego bytu”, by przywieść widza do nieoczekiwanej konsolacji powtarzanej jak przesłanie, mantra. A wszystko przetykane pamięcią o niezwykłym znaczeniu, fatalistycznym, magicznym wręcz godziny „20 do Xtej”. Jest w tym spektaklu ogromny ładunek emocjonalnych i intelektualnych treści. Można w nim odnaleźć ścieżki Hinajany, wiodące od poznania praprzyczyny, poprzez rozpoznanie cierpienia aż ku zrozumieniu mądrości. Bardzo podobnie – by użyć powszechnie znanego zabiegu konstrukcyjnego – przebiega napięcie dramatyczne w trenach: od opisu wielkości straty, poprzez ból buntu aż po konsolację. Spektakl jest znakomicie grany przez aktorów, w przestrzeni doskonale zaaranżowanej scenograficznie przez Tadeusza Smolickiego. Nie zobaczyć tego przedstawienia, to zrezygnować ze wzbogacenia swojej osobowości o interesujące doznania estetyczne. Ryszard Hetnarowicz
Fot. autor
1337
<<< poprzedni
| 19/13 | następny >>>
Dodaj komentarz: |