

|
menu:
e-Prenumerata
Zbliżeń
POGODA SŁUPSK:
godz. 21:00 ![]() Temp.: 14 °C ![]() Ciśn.: 1025 hPa ![]() Wiatr: 25 km/h Śnieg: 0.0 mm Deszcz: 0.0 mm |
CZYTELNIA
<<< poprzedni
| 16/12 | następny >>>
Słupsk, 2009-10-16
Teatr na scenie i... peronie
Zbigniew Kułagowski, dyrektor Nowego Teatru im. Witkacego w Słupsku, wrócił ze spotkania przedstawicieli teatrów regionalnych w Zielonej Górze. Zapadły na nim istotne dla funkcjonowania tych placówek decyzje. Rozmawiamy o nich i o propozycjach repertuarowych słupskiego teatru na ten sezon.
- Jesteśmy najmłodszą sceną w Polsce, a Słupsk jest miejscem wyjątkowym. Tylko tutaj udało się – po trzynastu latach – reaktywować teatr! To naprawdę duży sukces i trzeba o nim pamiętać. W tym kontekście pięć lat nie jest zbyt doniosłą rocznicą. Ważniejsze są dokonania, a te powoli zaczynają być dostrzegane na krajowym forum teatralnym. A nie jest łatwo się przebić teatrom działającym – jak to się zwykło określać – na prowincji, czyli poza Warszawą i Krakowem. Właśnie. Wrócił pan ze spotkania dyrektorów teatrów regionalnych w Zielonej Górze. Co ciekawego ono przyniosło? - Uczestniczyli w nim tak wybitni znawcy teatru, jak Jacek Sieradzki i Wojciech Majcherek, którzy jednoznacznie podkreślali konieczność przełamywania stereotypu myślenia o prowincjonalizmie, gnieżdżącym się przede wszystkim w głowach. Tak warszawskich czy krakowskich, jak i słupskich czy rzeszowskich. Dyrektor teatru zielonogórskiego Robert Czechowski zaproponował zorganizowanie prezentacji scen regionalnych, którą przyjęto z zainteresowaniem. Być może pierwsza odbędzie się w czerwcu przyszłego roku. Zaproponowałem nadanie tej prezentacji nazwy „Teatr Pro Vinci”. Wróćmy na słupskie podwórko. Premiera „Witkacego...” poprzedzona była specyficznymi przygotowaniami... - Po raz pierwszy mieliśmy możliwość przygotowywania spektaklu w warunkach jego późniejszej realizacji. Chodzi mi o spichlerz przy ul. Szarych Szeregów. Poszukiwanie alternatywnego miejsca dla sceny, dzielonej z Filharmonią Sinfonia Baltica, wymusiła nie tylko koncepcja spektaklu, ale i konieczność spokojnej pracy. Równolegle z próbami kręcony był reportaż dla TVP Kultura. Odwiedziliśmy miejsce samobójstwa Witkacego w Jeziorach na Ukrainie. Mało kto wie, że w tej miejscowości jest swoista izba pamięci Witkacego, wymagająca stałej opieki. Zawieźliśmy tam materiały promocyjne miasta i teatru. Towarzyszył nam konsul z Łucka. Kto wie? Może Słupsk pokusi się o sformalizowaną opiekę nad tym miejscem? Byłoby to w pełni uprawnione, chociażby ze względu na nasze zbiory muzealne, teatr imienia Witkacego, festiwalowe dokonania Ronda, tematyczne sesje, „witkacze” na rogatkach miasta... ...no i specyficznie traktowaną datę 18 września. - Oczywiście. Chcemy ją zawsze kojarzyć z Witkacym. Dlatego w przyszłym roku, na inaugurację kolejnego sezonu, planujemy premierę „Wariata i zakonnicy”. Chcemy takim akcentem rokrocznie przypominać o naszym patronie. A jakie atrakcje czekają słupszczan w tym sezonie? - Jesteśmy już po premierze nietypowej farsy „Z rączki do rączki”. Frapująco – również ze względu na obsadę – zapowiada się spektakl „Edith i Marlene”, opowiadający o przyjaźni i rywalizacji słynnych Piaf i Dietrich, reżyserowany przez Andrzeja Ozgę. Dodatkowym magnesem będą na pewno piosenki. Międzynarodowy Dzień Teatru chcemy uczcić „Weselem Figara” Pierre'a Beaumarchais, realizowanym przez Katarzynę Raduszyńską, a na zakończenie sezonu wrócić do Szekspira. Tym razem zaproponujemy „Dwóch panów z Werony” w reżyserii Litwina Linasa Zaikauskasa. Z tym spektaklem wiążemy plany... plenerowe na okres wakacji. Rozpatrujemy możliwość grania na peronie dworca kolejowego w Ustce. Pomysł jest karkołomny, ale ciekawy. Generalnie chcemy naszym repertuarem prowadzić dialog z publicznością. Spowodować, by ta przychodziła do nas nie tylko z chęci rozrywki, ale i rozmowy o ważnych sprawach. Życzę powodzenia i dziękuję za rozmowę. Ryszard Hetnarowicz
Fot. autor
1356
<<< poprzedni
| 16/12 | następny >>>
Dodaj komentarz: |