

|
menu:
e-Prenumerata
Zbliżeń
POGODA SŁUPSK:
godz. 21:00 ![]() Temp.: 14 °C ![]() Ciśn.: 1025 hPa ![]() Wiatr: 25 km/h Śnieg: 0.0 mm Deszcz: 0.0 mm |
CZYTELNIA
<<< poprzedni
| 19/17 | następny >>>
Słupsk, 2009-11-20
Rozmowa z Dawidem Piaseckim, sędzią piłkarskiej ekstraklasy, który decyzją FIFA otrzymał status sędziego międzynarodowego.
To mogła być prowokacja
Nie był dobrym piłkarzem, ale został jednym z najlepszych polskich sędziów młodego pokolenia. Jego piękna i błyskotliwa kariera otworzyła mu drzwi do siedziby FIFA (Federation Internationale Football Association).
- Urodziłem się w Koszalinie, ale już po roku przeprowadziłem się z rodzicami do Słupska. Mieszkam więc w Słupsku od ponad 30 lat, więc mam prawo czuć się słupszczaninem. Ile lat grał pan w piłkę i w jakich klubach zanim został piłkarskim sędzią? - W piłkę grałem amatorsko. Jak każdy chłopiec uganiałem się za piłką. Nie byłem piłkarzem klubu profesjonalnego. Nie oznacza to, że nie interesowała mnie piłka nożna. Kochałem futbol, interesowało mnie wszystko z przepisami gry włącznie, dużo chodziłem na mecze więc wystarczająco znałem się na piłce. Marzyłem o tym, aby zostać sędzią i marzenie to się spełniło. Pamięta pan pierwszy swój mecz z gwizdkiem? - Był to mecz juniorów z udziałem drużyny Rowokołu Smołdzino. Drugiej drużyny nie pamiętam. Asystowałem wtedy już znanym sędziom z naszego okręgu Romanowi Kirko i Edwardowi Ziarno. Musiałem wypaść dobrze, bo chętnie powoływano mnie na kolejne zawody. W charakterze asystenta wyznaczany byłem na spotkania IV ligi, a po dwóch latach jeździłem już na III ligę, coraz częściej w charakterze sędziego głównego. Bardzo szybko przechodził pan kolejne szczeble. - Tak, to prawda, ale najbardziej cenię sobie sędziowanie w III lidze. Jest to świetny poligon szkoleniowy dla sędziego, gdyż w tej klasie rozgrywek gra wiele znakomitych i ciekawych zespołów. Znalazłem się szybko w II lidze, ale przygoda w niej trwała też zaledwie rok. Od 1,5 roku jestem sędzią ekstraklasy. Poprowadziłem na tym szczeblu, łącznie ze spotkaniami pucharowymi, 25 meczy. I dołączył pan do elity sędziów międzynarodowych. - Kilkanaście dni temu dowiedziałem się od Michała Listkiewicza członka Komisji FIFA, że komisja sędziowska tej organizacji pozytywnie zweryfikowała wniosek o przyznanie mi statusu sędziego międzynarodowego. Jest to dla mnie ogromne wyróżnienie. Niebawem wybiorę się na 5-dniowy kurs, na który zaprasza się sędziów z wielu krajów. Czeka mnie tam rozmowa z psychologiem, testy sprawnościowe, badania medyczne, szkolenie z przepisów, wspólna dyskusja i prezentacja swojego stanowiska. Po tym etapie będę musiał potwierdzić swoje umiejętności na pierwszym międzynarodowym turnieju młodzieżowym rozgrywanym w jednym z ciepłych krajów. Testy sprawnościowe to pewnie niełatwa sprawa? - Akurat o swoją sprawność fizyczną jestem spokojny. Dwa lata intensywnych treningów pod okiem trenera Tadeusza Wanata sprawiło, że zrzuciłem zbędną nadwagę i wypracowałem wydolność. Egzaminy sprawnościowe nie sprawiają mi żadnych trudności. Żniwo zaszczytów zbiera pan w czasie, gdy polska reprezentacja sięgnęła dna, odpadając w kompromitujący sposób z udziału w mistrzostwach świata, a przy tym rodzimy futbol, w którym główne role odgrywają działacze i sędziowie, toczy niebotycznych rozmiarów korupcja. - Powiem szczerze. Wybuch afery korupcyjnej oczyścił ścieżkę dla kandydatów na sędziów z mniejszych miejscowości. Wśród nich jestem również ja. A pana nie sięgnęła korupcyjna propozycja? - Owszem, sięgnęła. Rok temu, za ułożenie meczu piłkarskiego z udziałem drużyny ekstraklasy ze Śląska zaproponowano mi 10 tysięcy złotych. Nie wiem, czy była to poważna propozycja, czy prowokacja. Jak pan zareagował? - O propozycji powiadomiłem prokuraturę i wydział sędziowski PZPN. Po jakimś czasie dostałem odpowiedź, że sprawę umorzono. Dziękuję za rozmowę. Ryszard Mazur
Fot. autor
1395
<<< poprzedni
| 19/17 | następny >>>
Dodaj komentarz: |