Środa, 23 maja 2012 roku, Imieniny: Leoncjusza, Michała, Renaty  
Zbliżenia - Słupski dwutygodnik regionalny Zbliżenia - Słupski dwutygodnik regionalny
     Główna Archiwum PDF Dla reklamodawców Kontakt Fotogalerie Topy regionu Wirtualny spacer
menu:

e-Prenumerata
Zbliżeń





POGODA SŁUPSK:
godz. 22:00

Temp.: 14 °C
Ciśn.: 1025 hPa
Wiatr: 25 km/h
Śnieg: 0.0 mm
Deszcz: 0.0 mm






CZYTELNIA

gazeta
rozwiń spis treści
gazeta gazeta
Słupsk, 2009-12-04
W Słupsku od pokoleń
Piąte pokolenie tej samej rodziny mieszka w tym samym niewielkim domu przy ul. Reja w Słupsku. Ich historia utrwalona została na starych dagerotypach i fotografiach. Spoglądają z nich ludzie, którzy dawno odeszli, i miejsca, które do dzisiaj zmieniły się nie do poznania albo zniknęły. Słupska historia rodziny zaczyna się w roku 1919.

Wtedy w domku należącym do miasta zamieszkało młode małżeństwo – Hilda z domu Burzlaff z mężem – Emilem Machemehlem. Ulica Reja nazywała się wówczas Sophienstrasse. Domek jest naprawdę malutki – 56 metrów kwadratowych, trzy pokoiki, kuchnia, łazienka. W tym domku urodziły się dzieci Hildy i Emila – córki Hannelore i Irena oraz syn Hannelore Machemehl i Eugeniusza ZawiślakaDieter Adlabeth Zawiślak, dzisiaj używający imienia Wojciech, i jego brat, nieżyjący już Edward Zawiślak.

Obecnie przy ul. Reja mieszkają trzy pokolenia, bo Wojciech Zawiślak ma dwóch synów – Marcina i Daniela i dwóch wnuków – Dawida i Oskara. W domu Zawiślaków kryje się prawdziwa skarbnica wiedzy o życiu mieszkańców przedwojennego i powojennego Słupska. Z jednej strony w pamięci samego Wojciecha Zawiślaka, z drugiej strony na setkach pożółkłych fotografii i w rodzinnych dokumentach. Do dziś na przykład w stanie idealnym zachowało się świadectwo chrztu Emila Machemehla z końca XIX wieku. Zachowało się, ponieważ przez lata ukryte było w książce służącej jako podkładka …pod kocioł do prania.

Wielka miłość w łaźni

Po wojnie do Słupska przyjechał Eugeniusz Zawiślak – weteran i inwalida wojenny. Czemu wybrał akurat Słupsk? - Ojca zwabiła perspektywa zdobycia wykształcenia w zawodzie księgowego – wspomina Wojciech Zawiślak. – A poza tym…zwyczajnie postanowił zniknąć z rodzinnych stron i zaszyć się na dzikim zachodzie, jak kiedyś określano te tereny, bo w czasie wojny należał do Armii Krajowej…

W publicznej, miejskiej łaźni, mieszczącej się przy ul. Szczecińskiej, spotkał swoją przyszłą żonę – Hannelore Machemehl. Młodzi pobrali się i zamieszkali oczywiście przy ul. Reja. W 1951 roku na świat przyszedł Wojciech Zawiślak. - Matka z ojcem chorowali na gruźlicę i moim wychowaniem zajęły się babcia i ciotka – opowiada nasz bohater. – Zajęły się również moim chrztem i nadały mi imiona Dieter Adlabeth. Kiedy ojciec to usłyszał, złapał się za głowę i krzyknął: - Co wyście dzieciakowi zrobiły! I dodał mi jeszcze jedno imię – Wojciech.

Rower w prezencie

Rodzina Machemehl była wyznania ewangelickiego i na nabożeństwa chodziła do kościoła mieszczącego się w dzisiejszym teatrze Rondo przy ul. Niedziałkowskiego. Potem świątynia przeniesiona została na ul. Słowackiego. W kościele co niedziela spotykali się słupscy ewangelicy, przyjeżdżali również mieszkańcy okolicznych wsi. Wielu z nich uwiecznionych zostało na rodzinnych fotografiach Zawiślaków.

- Ten mały, chudziutki chłopiec stojący wśród dorosłych przed kościołem to właśnie ja – opowiada mężczyzna. – Wiele z tych osób pamiętam. Szczególnie w pamięci utkwił mi słynny słupski mistrz kominiarski Fabricius, który swój zakład miał przy dzisiejszej ulicy Armii Krajowej. Zapamiętałem kominiarza, bo przez lata przyjaźnił się z naszą rodziną.

Przy Niedziałkowskiego ochrzczony był jeszcze Wojciech Zawiślak. Tam również był konfirmowany w 1967 roku. - Ciągle pamiętam ten dzień – wspomina. – Słoneczna i ciepła niedziela. Tylko ja wtedy byłem konfirmowany. W garniturku i butach przysłanych przez babcię z Niemiec, bo babcia, ciocia i mój brat tuż po wojnie wyjechali z Polski. Ja z rodzicami zostałem. Do kościoła poszedłem z mamą. Ojciec był katolikiem, ale nie sprzeciwiał się wierze mamy. W prezencie od rodziców dostałem rower Mifa.

Swoje dziecinne lata Wojciech Zawiślak wspomina jako ciężkie. Głównie ze względu na podejście …kolegów z podwórka. - Języka polskiego nauczyłem się dopiero w szkole podstawowej – mówi. – Przez to pierwszą klasę musiałem powtarzać. I przez to od swoich kolegów nie raz słyszałem „ty szwabie”, „hitlerowcu”. To bolało. Taki fatalny stosunek do nas panował aż do lat siedemdziesiątych. Dopiero kiedy do Polski zaczęły przychodzić z Niemiec paczki, zaczęliśmy być potrzebni do tłumaczenia. Woziliśmy też dary z Zachodu.

Niedawno wykupił od miasta na własność swój dom rodzinny. Dom, który przed upaństwowieniem wykupił już jego dziadek Emil. - Kupiłem ponownie swoją własność – mówi rozżalony Zawiślak. – Ale nie miałem wyjścia, rodzina musi trwać dalej w tym samym miejscu…

Krzysztof Schmidt
Fot. autor
1407
gazeta

Dodaj komentarz:

keiner, 2010-04-16 11:24:47
na zdjeciu jest moja babcia. ja miale tez tam konfirmacje.1972 roku.
 
gazeta
Autor:
Mail: (nie będzie wyświetlany)
Komentarz:
 
  - wpisz słowo z obrazka (ochrona antyspamowa)
  
gazeta
Online: 4

Odwiedzin dzisiaj: 1152
Wyświetleń dzisiaj: 1606
Odwiedzin: 1383447
Wyświetleń: 1781900
Copyright Bednarek Media © 2006-2007
Wszelkie prawa zastrzeżone