

|
menu:
e-Prenumerata
Zbliżeń
POGODA SŁUPSK:
godz. 22:00 ![]() Temp.: 14 °C ![]() Ciśn.: 1025 hPa ![]() Wiatr: 25 km/h Śnieg: 0.0 mm Deszcz: 0.0 mm |
CZYTELNIA
<<< poprzedni
| 17/9 | następny >>>
Słupsk, 2009-12-04
W Słupsku od pokoleń
Piąte pokolenie tej samej rodziny mieszka w tym samym niewielkim domu przy ul. Reja w Słupsku. Ich historia utrwalona została na starych dagerotypach i fotografiach. Spoglądają z nich ludzie, którzy dawno odeszli, i miejsca, które do dzisiaj zmieniły się nie do poznania albo zniknęły. Słupska historia rodziny zaczyna się w roku 1919.
Obecnie przy ul. Reja mieszkają trzy pokolenia, bo Wojciech Zawiślak ma dwóch synów – Marcina i Daniela i dwóch wnuków – Dawida i Oskara. W domu Zawiślaków kryje się prawdziwa skarbnica wiedzy o życiu mieszkańców przedwojennego i powojennego Słupska. Z jednej strony w pamięci samego Wojciecha Zawiślaka, z drugiej strony na setkach pożółkłych fotografii i w rodzinnych dokumentach. Do dziś na przykład w stanie idealnym zachowało się świadectwo chrztu Emila Machemehla z końca XIX wieku. Zachowało się, ponieważ przez lata ukryte było w książce służącej jako podkładka …pod kocioł do prania. Wielka miłość w łaźni
W publicznej, miejskiej łaźni, mieszczącej się przy ul. Szczecińskiej, spotkał swoją przyszłą żonę – Hannelore Machemehl. Młodzi pobrali się i zamieszkali oczywiście przy ul. Reja. W 1951 roku na świat przyszedł Wojciech Zawiślak. - Matka z ojcem chorowali na gruźlicę i moim wychowaniem zajęły się babcia i ciotka – opowiada nasz bohater. – Zajęły się również moim chrztem i nadały mi imiona Dieter Adlabeth. Kiedy ojciec to usłyszał, złapał się za głowę i krzyknął: - Co wyście dzieciakowi zrobiły! I dodał mi jeszcze jedno imię – Wojciech. Rower w prezencie Rodzina Machemehl była wyznania ewangelickiego i na nabożeństwa chodziła do kościoła mieszczącego się w dzisiejszym teatrze Rondo przy ul. Niedziałkowskiego. Potem świątynia przeniesiona została na ul. Słowackiego. W kościele co niedziela spotykali się słupscy ewangelicy, przyjeżdżali również mieszkańcy okolicznych wsi. Wielu z nich uwiecznionych zostało na rodzinnych fotografiach Zawiślaków. - Ten mały, chudziutki chłopiec stojący wśród dorosłych przed kościołem to właśnie ja – opowiada mężczyzna. – Wiele z tych osób pamiętam. Szczególnie w pamięci utkwił mi słynny słupski mistrz kominiarski Fabricius, który swój zakład miał przy dzisiejszej ulicy Armii Krajowej. Zapamiętałem kominiarza, bo przez lata przyjaźnił się z naszą rodziną. Przy Niedziałkowskiego ochrzczony był jeszcze Wojciech Zawiślak. Tam również był konfirmowany w 1967 roku. - Ciągle pamiętam ten dzień – wspomina. – Słoneczna i ciepła niedziela. Tylko ja wtedy byłem konfirmowany. W garniturku i butach przysłanych przez babcię z Niemiec, bo babcia, ciocia i mój brat tuż po wojnie wyjechali z Polski. Ja z rodzicami zostałem. Do kościoła poszedłem z mamą. Ojciec był katolikiem, ale nie sprzeciwiał się wierze mamy. W prezencie od rodziców dostałem rower Mifa. Swoje dziecinne lata Wojciech Zawiślak wspomina jako ciężkie. Głównie ze względu na podejście …kolegów z podwórka. - Języka polskiego nauczyłem się dopiero w szkole podstawowej – mówi. – Przez to pierwszą klasę musiałem powtarzać. I przez to od swoich kolegów nie raz słyszałem „ty szwabie”, „hitlerowcu”. To bolało. Taki fatalny stosunek do nas panował aż do lat siedemdziesiątych. Dopiero kiedy do Polski zaczęły przychodzić z Niemiec paczki, zaczęliśmy być potrzebni do tłumaczenia. Woziliśmy też dary z Zachodu. Niedawno wykupił od miasta na własność swój dom rodzinny. Dom, który przed upaństwowieniem wykupił już jego dziadek Emil. - Kupiłem ponownie swoją własność – mówi rozżalony Zawiślak. – Ale nie miałem wyjścia, rodzina musi trwać dalej w tym samym miejscu… Krzysztof Schmidt
Fot. autor
1407
<<< poprzedni
| 17/9 | następny >>>
Dodaj komentarz:keiner, 2010-04-16 11:24:47
na zdjeciu jest moja babcia. ja miale tez tam konfirmacje.1972 roku.
|