Środa, 23 maja 2012 roku, Imieniny: Leoncjusza, Michała, Renaty  
Zbliżenia - Słupski dwutygodnik regionalny Zbliżenia - Słupski dwutygodnik regionalny
     Główna Archiwum PDF Dla reklamodawców Kontakt Fotogalerie Topy regionu Wirtualny spacer
menu:

e-Prenumerata
Zbliżeń





POGODA SŁUPSK:
godz. 22:00

Temp.: 14 °C
Ciśn.: 1025 hPa
Wiatr: 25 km/h
Śnieg: 0.0 mm
Deszcz: 0.0 mm






CZYTELNIA

gazeta
rozwiń spis treści
gazeta gazeta
Słupsk, 2009-12-18
Spóźniona secesja
Wielu ludzi, którzy przypadkowo pojawiają się w słupskim kościele pw. Najświętszego Serca Jezusowego jest przekonanych, iż podziwiają w jego wnętrzu oryginalne secesyjne polichromie. Są one doskonale wkomponowane w klimat kościoła, więc trudno uwierzyć, że powstały dopiero w latach 1957-60, kiedy o secesji już nie wypadało pamiętać. A ta, spóźniona o prawie pół wieku, secesyjna słupska polichromia ma swoją bardzo ciekawą historię za sprawą jej autorów - słynnej rodziny malarzy sakralnych z Pelplina – braci Władysława, Kazimierza i Leona Drapiewskich oraz synów tego ostatniego – Tadeusza i Józefa. Mają te malowidła także swoją tajemnicę – zostały pomalowane farbami krzemianowymi zawierającymi potasowe szkło wodne.

Farby te wnikają w zaprawę i łącząc się z jej składnikami, kamienieją w mikrokrystaliczne struktury tworzące powłokę odporną na wodę, rozpuszczalniki, spaliny. Opatentowane przez Niemca Adolfa Keima w 1878 r. farby krzemianowe zastosował po raz pierwszy w Polsce na wielką skalę nestor rodziny Drapiewskich – Władysław. Działo się to w katedrze płockiej w latach 1904-1914. A więc potężną płocką katedrę i słupski kościół łączy ręka tego samego malarza oraz bardzo nowoczesna jak na tamte lata technologia farb mineralnych Keima.

Kim był Władysław Drapiewski?

Informacje są dość skąpe. Urodził się 12 listopada 1876 r. w Gackach. Naukę rzemiosła artystycznego rozpoczął u malarza Antoniego Szymańskiego. W 1899 r. został przyjęty do Międzynarodowej Szkoły Malarstwa Kościelnego w Kevelaer w Nadrenii kierowanej przez prof. Fryderyka Stummla. Był autorem ogromnej ilości polichromii ściennych (w około 122 kościołach) wykonanych pomiędzy 1890 a 1960 r. W 1958 r. malarz został odznaczony przez papieża Piusa XII krzyżem komandorskim św. Grzegorza. Zmarł 30 grudnia 1961 r. w Pelplinie.
To właśnie prof. Stummel po raz pierwszy zaczął malować ściany katedry w Pelplinie farbami Keima w 1894 r. Władysław Drapiewski mógł mu w tym dziele pomagać wraz z innymi studentami. Kilka lat później zupełnie nieoczekiwanie dostał zlecenie na pomalowanie katedry płockiej, co więcej zwyciężył w konkurencji ze słynnym już wtedy… Józefem Mehofferem.

Najlepszy projekt w konkursie na malaturę świątyni z 1901 r. przedstawił Józef Mehoffer, ale w wyniku różnicy zdań pomiędzy artystą a bp. Szembekiem, nie on stał się wykonawcą polichromii. Zadanie to otrzymał w 1904 r. Władysław Drapiewski, który do pomocy zatrudnił utalentowanego kolegę ze studiów Nicolasa Brüchera pochodzącego z Luksemburga. Pomimo wielu trudności (m.in. internowanie i zsyłka Drapiewskiego w czasie I wojny światowej), polichromia katedry została szczęśliwie ukończona. Szczególnie w scenie nauczania Jezusa artysta uwiecznił wiele znanych postaci, m.in. dyrektorki płockich szkół, księży, a nawet żebraków. W procesji aniołów w kaplicy Najświętszego Sakramentu przedstawiono najpiękniejsze płocczanki. Do wizerunków jako dziewczynka pozowała w katedrze Mira Ziemińska-Sygietyńska.

Wielkoformatowe sceny figuralne

Polichromia katedry płockiej utorowała Władysławowi Drapiewskiemu drogę do ogromnej ilości zleceń kościelnych, które coraz częściej realizował przy pomocy braci Leona i Kazimierza, a pod koniec życia także bratanków. Jednak to Władysław był twórcą projektów.

Na ogół były to wielkoformatowe sceny figuralne, z dekoracyjnie malowanymi elementami architektonicznymi, które do złudzenia naśladują kształty kolumn, podcieni, krużganków, stopni schodów. Trzeba stanąć z boku, by przekonać się, że malowidło jest płaskie.

Znakomicie operował Drapiewski światłocieniem, potrafił tak rozmyć barwy, że oglądający malowidło miał wrażenie, że jeszcze chwila a postaci spłyną z sufitu, albo ze ścian. Oglądając zdjęcia z bardzo wielu kościołów stwierdziłam, że bardzo lubił malarz motyw schodów prowadzących do tronu, znany z obrazów, fresków i malowideł malarzy renesansowych i twórców epok późniejszych. Te schody okrywa dywan z charakterystycznymi dla Drapiewskiego ornamentami. Cała rodzina Drapiewskich miała wyraźną słabość do secesyjnej dekoracyjności, bowiem prawie we wszystkich malowanych przez nich kościołach są ornamenty roślinne i aniołki z kolorowymi skrzydłami.

Dr Elżbieta Szalewska – znawczyni pomorskiej architektury opowiadała mi kiedyś, że jej matka pierwowzór polichromii słupskiego kościoła pw. Najświętszego Serca Jezusowego odnajdywała w kaszubskim kościele w Wielu. W tamtej świątyni bracia Władysław i Leon Drapiewscy oraz Nicolas Brücher wprowadzili stylistykę neorenesansową z ornamentami secesyjnymi. W pobliskich Swornych Gaciach niedaleko Chojnic stworzyli polichromię w stylu całkowicie secesyjnym. Poza tzw. programem liturgicznym związanym z postaciami patronów kościoła, malarze wszędzie w podobny sposób tworzyli ornamenty dekoracyjne, kwiatowe, liściowe, elementy ludowej stylizacji, no i oczywiście główki dziecięce jako twarze aniołków z przylepionymi kolorowymi skrzydełkami.

Aniołki – mali parafianie

W słupskim kościele panowie Drapiewscy pojawili się za sprawą proboszcza Wincentego Lesiaka, który rozpoczął posługę w 1952 r. Widocznie bardzo raził go widok pustych ścian, bo szybko starał się biały kościół pomalować. Władysław Drapiewski miał wtedy ponad 80 lat, a jego dwaj bracia niewiele mniej. Dzieła wykonania polichromii według pomysłów wuja podjął się Tadeusz Drapiewski. Jaki był udział leciwej trójki malarzy – trudno dziś ocenić, chyba, że któryś z parafian zapamiętał tamte wydarzenia.

Ponieważ we wszystkich kościołach Drapiewscy umieszczali w swoich polichromiach portrety mieszkańców, zapewne tak samo było w Słupsku. Twarze aniołków są zapewne twarzami małych parafian, portretowanych w latach 1957-1960, których warto byłoby dziś odnaleźć. O programie kościelnym polichromii trzeba by pisać długo, więc ograniczę się jedynie do telegraficznych skrótów. Centralne miejsce zajmuje postać Chrystusa z uwidocznionym sercem. Kościół widzi w nabożeństwie do Serca Jezusowego znak miłości Boga ku ludziom. Chce także rozbudzić w sercach ludzkich wzajemną miłość ku Bogu poprzez nabożeństwo. Postać Syna Bożego namalowana jest na ulubionym przez malarzy tronie stojącym na szczycie schodów. Tylko jedna nisza mieszcząca postaci jest prawdziwa, pozostałe tylko stwarzają złudzenie przestrzenności. Po obu stronach Chrystusa umieszczono czterech wielkich doktorów Kościoła Zachodu: Augustyna, Grzegorza, Hieronima i Ambrożego oraz apostołów Piotra i Pawła. Cały przekaz ma podkreślać ewangeliczną mądrość. Jakby przeciwwagą dla trudnego, intelektualnego programu malatury są kolorowe fragmenty kaszubskiego haftu ludowego, gwiazdki, chmurki i rozsiane po suficie twarze aniołków.

Historycy sztuki badający fenomen twórczości sakralnej rodziny Drapiewskich i jej niezwykłej wprost pracowitości, podkreślają umiejętność dostosowania malatury do nastroju wnętrza świątyń. Tak więc powstawały najrozmaitsze stylizacje, które miały wszędzie ten sam cel – zatrzymać wzrok wiernych i dać im przyjemność obcowania z pięknymi obrazami.

Jolanta Nitkowska-Węglarz
Fot. Zbigniew Bielecki
1425
gazeta

Dodaj komentarz:

 
gazeta
Autor:
Mail: (nie będzie wyświetlany)
Komentarz:
 
  - wpisz słowo z obrazka (ochrona antyspamowa)
  
gazeta
Online: 9

Odwiedzin dzisiaj: 1179
Wyświetleń dzisiaj: 1650
Odwiedzin: 1383474
Wyświetleń: 1781944
Copyright Bednarek Media © 2006-2007
Wszelkie prawa zastrzeżone