

|
menu:
e-Prenumerata
Zbliżeń
POGODA SŁUPSK:
godz. 22:00 ![]() Temp.: 14 °C ![]() Ciśn.: 1025 hPa ![]() Wiatr: 25 km/h Śnieg: 0.0 mm Deszcz: 0.0 mm |
CZYTELNIA
<<< poprzedni
| 19/14 | następny >>>
Słupsk, 2009-12-18
Opowieść o monodramach
Tego wieczoru w słupskim Teatrze Rondo pojawili się niemal wszyscy, którzy na tej scenie i pod szyldem Ronda tworzyli monodramy. Ale nie tylko! Okazją ku temu była promocja książki Wiolety Komar „23 przypadki sceniczne. Teatr jednego aktora w dorobku Teatru Rondo w Słupsku w latach 1972 – 2000”.
Ten okolicznościowy wieczór rozpoczął się – jakżeby mogło być inaczej – od monodramu, ale nie autorki książki, która przecież na tym polu ma niezwykłe dokonania. Na scenie pojawiła się Caryl Swift w spektaklu „Kalamarapaksa”. Jest on liczącym sobie najwięcej prezentacji rondowym monodramem w reżyserii Stanisława Miedziewskiego. Postać angielskiej aktorki, która pojawiła się w życiu Witkacego, brzmi w kreacji Swift wyjątkowo autentycznie i... aktualnie. I to nie tylko ze względu na narodowość aktorki, ale i na symboliczną wymowność dla czasu fascynacji rondowców osobowością twórczą Stanisława Ignacego Witkiewicza. Stanowił także swoiste zamknięcie przypadających na ten rok obchodów 70. rocznicy śmierci Witkacego. „Kalamarapaksa” była wprowadzeniem do zasadniczej części wieczoru, którą była promocja książki Wiolety Komar. Autorka zgotowała publiczności sporą niespodziankę. Przystępując do pisania o rondowych monodramach, przeprowadziła wiele rozmów i dotarła do dostępnych archiwaliów. Zajrzała także do prywatnych zbiorów gromadzonych przez poszczególnych bohaterów swojej książki. Z nagrań, zdjęć, reprodukcji powstała prezentacja multimedialna, która dokumentowała kolejne etapy i lata pracy nad monodramami oraz przybliżała zamysł autorski W. Komar. Publiczność przyjęła ją bardzo ciepło. Klamrą tego promocyjnego spotkania była premiera książki „23 przypadki sceniczne”. Autorka zgromadziła w niej bogaty materiał faktograficzny a jednocześnie – przy spełnieniu wszystkich kryteriów badawczych – obroniła się przed typowo naukową stylistyką i frazeologią. Dzięki temu jest ona żywa i czyta się ją jak opowieść o nie tak dawnej przecież historii – poczynając od Antoniego Franczaka a kończąc na Danielu Kalinowskim. Stawiając cezurę końcową na roku 2000, autorka dyskretnie pozostawiła otwartą furtkę tym, którzy chcieliby się zająć monodramami... z jej znaczącym udziałem, bo właśnie w tym roku Wioleta Komar wkroczyła na scenę teatrów jednego aktora. Całości wrażenia estetycznego dopełnia staranne wydanie tej książki przez koszaliński „Polimer”. Jak przystało na wieczór promocyjny, nie zabrakło podziękowań i gratulacji. A te składali autorce zarówno bohaterowie jej książki jak i przedstawiciele władz samorządowych, które w wydatny sposób przyczyniły się do jej wydania. Podkreślano przy tym potrzebę zaistnienia takiej książki, która dokumentuje nie tylko pewien wycinek działalności kulturalnej Słupska ale i splata z nią indywidualne losy ich uczestników. A takie są „23 przypadki sceniczne” Wiolety Komar i chociażby dlatego warto stać się ich jeszcze jednym... przypadkiem. Czytelniczym! (hrk)
Fot. Ryszard Hetnarowicz
1430
<<< poprzedni
| 19/14 | następny >>>
Dodaj komentarz: |