

|
menu:
e-Prenumerata
Zbliżeń
POGODA SŁUPSK:
godz. 22:00 ![]() Temp.: 14 °C ![]() Ciśn.: 1025 hPa ![]() Wiatr: 25 km/h Śnieg: 0.0 mm Deszcz: 0.0 mm |
CZYTELNIA
<<< poprzedni
| 14/9 | następny >>>
Słupsk, 2010-02-12
Zrozumieć gwiazdy!
Nowy Teatr im. Witkacego w Słupsku zrealizował czwartą w tym sezonie premierę. Tym razem na scenę trafił dramat Evy Pataki „Edith i Marlene”. Jego osnową są te elementy biografii Edith Piaf i Marleny Dietrich, które łączą drogi życiowe i artystyczne obu gwiazd. Na plan pierwszy wybijają się jednak ich piosenki.
Co jest tego zapowiedzią? Przede wszystkim postaci obu tytułowych bohaterek. Zarówno Monika Węgiel (Edith) jak i Beata Olga Kowalska (Marlene) stanęły przed nie lada wyzwaniem. Pierwszej z nich przyszło zmierzyć się z nieokiełznaną i wyzywającą żywiołowością Piaf, natomiast drugiej – z tajemniczością i posągowością Dietrich. Dochodziła do tego legenda ich piosenek i niepowtarzalne interpretacje wykonawczyń. Wprawdzie Węgiel zostawiła przysłowiowe serce na scenie i wywołała nieskrywane wzruszenie swoją grą, a Kowalska starała się jak mogła tchnąć odrobinę życia w papierowo skrojoną przez Pataki drugą bohaterkę dramatu, to jednak obie postaci pozostawiły pewien artystyczny niedosyt. I złożyły się na to czynniki w dużej mierze od nich niezależne. Przede wszystkim zbyt głośna muzyka wykonywana „na żywo”. Nie tylko utrudniała interpretowanie i operowanie głosem, ale i skutecznie rozbijała nastrój. Inną sprawą były niedopracowane postaci drugoplanowe i interakcje z głównymi bohaterkami. Można było odnieść wrażenie, że reżyser nie poświęcił im zbyt wiele uwagi, z założenia traktując jako tło dla ich popisów. W tym tle wyraziście zaznaczyły swoją obecność kreacje Marty Turkowskiej, Alberta Osika i Krzysztofa Kluzika. Wszystko to jednak – łącznie z dopracowaniem świateł, niezwykle znaczącego elementu scenograficznego, budującego paryski kabaret lub atmosferę Olimpii – złożyć należy na karb atmosfery premiery i jej specyfiki. „Edith i Marlene” to spektakl, który koniecznie trzeba zobaczyć, a każda jego następna prezentacja będzie na pewno lepsza. Tym bardziej, że utrzymany jest w konwencji kabaretu lat trzydziestych XX wieku, a ta zakłada dominację piosenki i interakcje między sceną a widownią. Doskonale brzmią głosy głównych bohaterek, interpretujących przecież bardzo znane piosenki Piaf i trochę zapomniane – a szkoda – Dietrich. Warto bliżej poznać nieprzeciętne talenty aktorskie obu odtwórczyń ról tytułowych. Warto, wreszcie, wzruszyć się życiem gwiazd, ich przyjaźnią i zastanowić nad pojęciem gwiazdorstwa. Zrozumieć, że gwiazdy trwają mimo skandali, a nie dzięki nim. (hrk)
Fot. Marcin Soboń
1481
<<< poprzedni
| 14/9 | następny >>>
Dodaj komentarz: |