Środa, 23 maja 2012 roku, Imieniny: Leoncjusza, Michała, Renaty  
Zbliżenia - Słupski dwutygodnik regionalny Zbliżenia - Słupski dwutygodnik regionalny
     Główna Archiwum PDF Dla reklamodawców Kontakt Fotogalerie Topy regionu Wirtualny spacer
menu:

e-Prenumerata
Zbliżeń





POGODA SŁUPSK:
godz. 22:00

Temp.: 14 °C
Ciśn.: 1025 hPa
Wiatr: 25 km/h
Śnieg: 0.0 mm
Deszcz: 0.0 mm






CZYTELNIA

gazeta
rozwiń spis treści
gazeta gazeta
Słupsk, 2010-02-12
Zrozumieć gwiazdy!
Nowy Teatr im. Witkacego w Słupsku zrealizował czwartą w tym sezonie premierę. Tym razem na scenę trafił dramat Evy Pataki „Edith i Marlene”. Jego osnową są te elementy biografii Edith Piaf i Marleny Dietrich, które łączą drogi życiowe i artystyczne obu gwiazd. Na plan pierwszy wybijają się jednak ich piosenki.

Premiera rządzi się swoimi prawami. Jest niewątpliwym świętem teatru, ale też pierwszym publicznym sprawdzianem koncepcji reżyserskiej i kontaktem nowych wcieleń aktorskich z widownią. Reżyser Andrzej Ozga, wraz z zespołem, dołożył wszelkich starań, by jego teatralne dzieło zostało przyjęte jak najlepiej. I premierowa publiczność doceniła te wysiłki. Wszystko wskazuje na to, że tak będzie do momentu zejścia sztuki z afisza, a już teraz można wieścić jej długi i pełen sukcesów żywot.

Co jest tego zapowiedzią? Przede wszystkim postaci obu tytułowych bohaterek. Zarówno Monika Węgiel (Edith) jak i Beata Olga Kowalska (Marlene) stanęły przed nie lada wyzwaniem. Pierwszej z nich przyszło zmierzyć się z nieokiełznaną i wyzywającą żywiołowością Piaf, natomiast drugiej – z tajemniczością i posągowością Dietrich. Dochodziła do tego legenda ich piosenek i niepowtarzalne interpretacje wykonawczyń. Wprawdzie Węgiel zostawiła przysłowiowe serce na scenie i wywołała nieskrywane wzruszenie swoją grą, a Kowalska starała się jak mogła tchnąć odrobinę życia w papierowo skrojoną przez Pataki drugą bohaterkę dramatu, to jednak obie postaci pozostawiły pewien artystyczny niedosyt. I złożyły się na to czynniki w dużej mierze od nich niezależne. Przede wszystkim zbyt głośna muzyka wykonywana „na żywo”. Nie tylko utrudniała interpretowanie i operowanie głosem, ale i skutecznie rozbijała nastrój. Inną sprawą były niedopracowane postaci drugoplanowe i interakcje z głównymi bohaterkami. Można było odnieść wrażenie, że reżyser nie poświęcił im zbyt wiele uwagi, z założenia traktując jako tło dla ich popisów. W tym tle wyraziście zaznaczyły swoją obecność kreacje Marty Turkowskiej, Alberta Osika i Krzysztofa Kluzika. Wszystko to jednak – łącznie z dopracowaniem świateł, niezwykle znaczącego elementu scenograficznego, budującego paryski kabaret lub atmosferę Olimpii – złożyć należy na karb atmosfery premiery i jej specyfiki.

„Edith i Marlene” to spektakl, który koniecznie trzeba zobaczyć, a każda jego następna prezentacja będzie na pewno lepsza. Tym bardziej, że utrzymany jest w konwencji kabaretu lat trzydziestych XX wieku, a ta zakłada dominację piosenki i interakcje między sceną a widownią. Doskonale brzmią głosy głównych bohaterek, interpretujących przecież bardzo znane piosenki Piaf i trochę zapomniane – a szkoda – Dietrich. Warto bliżej poznać nieprzeciętne talenty aktorskie obu odtwórczyń ról tytułowych. Warto, wreszcie, wzruszyć się życiem gwiazd, ich przyjaźnią i zastanowić nad pojęciem gwiazdorstwa. Zrozumieć, że gwiazdy trwają mimo skandali, a nie dzięki nim.

(hrk)
Fot. Marcin Soboń
1481
gazeta

Dodaj komentarz:

 
gazeta
Autor:
Mail: (nie będzie wyświetlany)
Komentarz:
 
  - wpisz słowo z obrazka (ochrona antyspamowa)
  
gazeta
Online: 9

Odwiedzin dzisiaj: 1205
Wyświetleń dzisiaj: 1726
Odwiedzin: 1383500
Wyświetleń: 1782020
Copyright Bednarek Media © 2006-2007
Wszelkie prawa zastrzeżone