

|
menu:
e-Prenumerata
Zbliżeń
POGODA SŁUPSK:
godz. 22:00 ![]() Temp.: 14 °C ![]() Ciśn.: 1025 hPa ![]() Wiatr: 25 km/h Śnieg: 0.0 mm Deszcz: 0.0 mm |
CZYTELNIA
<<< poprzedni
| 17/7 | następny >>>
2010-02-26
Precz smoki, wiwat trzepaki
Po wielu latach uczestnictwa w jury Ogólnopolskiego Konkursu Literackiego Dzieci i Młodzieży Gimnazjalnej zaczęłam darzyć wielką niechęcią smoki wszelkiej maści i przysięgłam sobie, że żadna smocza łapa nie ma prawa wleźć do moich baśni! Smoki zagnieździły się w tekstach pisanych przez dzieci tak mocno, że wykurzenie ich z jaskiń Smokolandii i Innychlandii będzie trudne. Gdybyż to jeszcze były jakieś lokalne smoki, które mają specyficzne, regionalne przygody, wszystko byłoby w porządku! Ale, niestety, dziecięcą literaturę zapełniają smoki z japońskich seriali i gier komputerowych.
Powielane w dziesiątkach egzemplarzy fabuły prymitywnych gier komputerowych i opisy walczących (nie wiadomo z kim i po co) bohaterów wynaturzonych japońskich animacji, wskazują na ogromny wpływ telewizyjnego chłamu na dziecięcą psychikę. Mam jak najgorszą opinię o wartościach preferowanych przez polską telewizję. To sączące się z ekranów treści sterują wyobraźnią małych pisarzy, a wszystko, co pochodzi z telewizji i komputera jest dla nich ładne i ważne. Bezkrytycznie wierzą, że prawdziwy bohater musi mieć amerykańskie imię, bo przecież innych filmów polska telewizja nie pokazuje! Tak więc mnożą się pretensjonalne, amerykańskie imiona, choć opisane sprawy dotyczą jak najbardziej rodzimego podwórka. Z roku na rok jest najrozmaitszych amerykanizmów coraz więcej, a to bardzo boli wszystkich jurorów konkursu. Trudno nam się pogodzić z tym zalewem i brakiem troski o polskie tradycje. Jeszcze trochę, a przykryją Amerykanie naszą kulturę czapką. Symptomy już widać w utworach pisanych przez dzieci. Dzieci pozostawione same sobie Słupski konkurs literacki pozwala jak w zwierciadle zobaczyć jaka jest aktualnie kondycja polskiej rodziny, szkoły, kultury. W tym roku trafiło do Słupska ponad 10 tysięcy prac z ponad 500 szkół w Polsce. To niezwykle bogaty materiał, zważywszy, że są tu wszystkie regiony, małe wsie i wielkie metropolie. Konkurs przekroczył granice Polski i stał się międzynarodowy, ja jednak skupiam się na rodzimym poletku. Co roku czekam na dziecięce teksty z wielką ciekawością, bowiem z nich dowiaduję się, jakie jest naprawdę życie w naszym kraju. Każdy konkurs pokazuje zjawiska dominujące. W tym roku szczególnie mocno widać, ze polskie dzieci pozostawione są same sobie. Nie zajmują się nimi zapracowani rodzice, nie interesuje ich rozwojem szkoła. Jedna z autorek zapytała, czy jest gdzieś ktoś, kto ma za dużo czasu i zechce się z nią pobawić. Dziecko widząc, że nikt się nim w rzeczywistym świecie nie zajmuje – szuka zajęcia w świecie wirtualnym. Komputer – to powiernik i przyjaciel, jest coraz ważniejszy, a z nim pojawia się ucieczka w świat gier. Zalały one wiele kartek papieru. Ojciec i matka oddalają się od pociech, najczęściej odsyłają dzieci przed ekran telewizora. Bolesna dziecięca samotność wyłazi ze wszystkich stron. Widać ją w smutnych tekstach o wielkiej tęsknocie za mamą czy tatą, którzy szukają chleba poza granicami Polski. Dzieci wcale nie cieszą nowo kupione meble czy samochód, marzą o tym, by się do rodzica przytulić, by się wyżalić na szkolne przykrości. Samotność widać także w braku przyjaciół i nader częstych marzeniach o prawdziwej przyjaźni. Jak nie ma jej w życiu - jest w komputerze. Psy, koty, konie – to są przyjaciele małych autorów. Ludzie bywają nimi rzadko, zbyt rzadko. Pije ojciec, pije matka Znowu pojawił się na łamach prac alkoholizm, z którym już kilka lat był spokój. Pije ojciec, pije matka, a dziecko wstydzi się przed całym światem i ogromnie cierpi. Rozwiązanie tego problemu mali literaci widzą w śmierci - albo rodzica pijaka, albo udręczonego bohatera. Obraz polskiego domu, widocznego w dziecięcych tekstach jest przygnębiający. Rodzice, którzy pogubili się w pogoni za forsą i smutne, czekające na ich zainteresowanie dzieci. Brak rozmów widać w konstrukcji literackich dialogów, a właściwie ich braku. Dzieci nie potrafią rozmawiać, formułować argumentów, myśli, opinii. Dialogi są komunikatami podobnymi do telefonicznych SMS-ów. Widocznie szkoła już nie uczy umiejętności konwersacji, a w domu też nie prowadzi się rozmów. Forsa, ciuch, komóra Nie lepiej jawi się obraz polskiej szkoły. Jest ona miejscem najczęściej nielubianym. Wrażliwe, a także biedne dzieci są wyśmiewane przez rówieśników, odczuwają boleśnie, że najważniejsza jest forsa, ładne ciuchy, bogaci rodzice, wypasione telefony komórkowe. Biedni muszą usunąć się w kąt, bo nie ma dla nich miejsca. Do absurdu ta sytuacja doprowadzona jest w tekstach gimnazjalistów. Tu śmieciem jest ktoś, kto nosi ciuchy z lumpeksu. Choćby był najmądrzejszy z całej klasy będzie odsuwany i poniżany, aż pojawi się jakiś osiłek i weźmie biedaka w obronę. Nigdy nie bywa obrońcą nauczyciel. W pracach gimnazjalistów roi się od wypadków, samobójstw, nieszczęść, alkoholizmu. Czemu tym dzieciom jest tak strasznie smutno na duszy?... Dzieci utalentowane literacko w polskiej szkole nie mają szans rozwoju, bowiem na palcach można policzyć nauczycieli, którzy z nimi pracują, najczęściej zresztą są to bibliotekarze. Co roku czekam na prace z pewnej hrubieszowskiej podstawówki, gdzie pracuje wyjątkowa nauczycielka. Poświęca swoim uczniom bardzo dużo serca i czasu. Pod jej opieką dzieci wspaniale się rozwijają, a ona wysyła na konkurs zaledwie kilka najlepszych prac swoich podopiecznych. W tym roku uznała, że tylko jedna warta jest wysłania do Słupska. Widać jest surowym sędzią, ale teksty jej uczniów zawsze są ciekawe, zaś pomysły świeże. Literatura ma to do siebie, że pomysł tylko wtedy zainteresuje czytelnika, gdy pojawi się po raz pierwszy. Dzieci utalentowane sypią pomysłami, ale nauczyciele z uporem godnym innej sprawy, przysyłają na konkurs po kilkadziesiąt wypracowań o historii liścia, drzewa, kropli wody, chmury, choinki… Bywa, że wysyłają te wypracowania opatrzone… własnymi ocenami. Nie trzeba być zbyt dociekliwym, by stwierdzić, że nie potrafią pracować z dziećmi zdolnymi. A dzieci utalentowane znajdują pomysły wszędzie i piszą rewelacyjne teksty! Choć czytam setki tekstów co roku, przez wiele lat pamiętam te, które zainteresowały mnie oryginalnymi pomysłami. Ciągle mam przed oczami historię o gotowaniu zdrowej kaszy, choć od jej przeczytania minęło wiele lat. W ubiegłym roku rozśmieszył mnie chłopczyk z Krakowa, który napisał bajkę łagodzącą bóle brzucha. W tym roku zaciekawił mały pisarz, który podpatrzył cierpienia podwórkowego trzepaka i zadrwił sobie z wszechobecnych promocji. Z przyjemnością zatem ogłaszam debiut kolejnego młodego kolegi po piórze – wiwat trzepak, na pohybel smokom! Jolanta Nitkowska-Węglarz
1494
<<< poprzedni
| 17/7 | następny >>>
Dodaj komentarz: |