

|
menu:
e-Prenumerata
Zbliżeń
POGODA SŁUPSK:
godz. 23:00 ![]() Temp.: 14 °C ![]() Ciśn.: 1025 hPa ![]() Wiatr: 25 km/h Śnieg: 0.0 mm Deszcz: 0.0 mm |
CZYTELNIA
<<< poprzedni
| 20/14 | następny >>>
Słupsk, region, 2010-04-02
Wychodzę na scenę i „aktorzę”
Lubi stawać na scenie i podchodzi do tego bardzo serio. Pochodzi z Miastka, jednak Słupsk, z „przystanku” na czas studiów przerodził się w miejsce „na stałe”. A stało się tak dzięki jej pasji teatralnej. O swoich pierwszych krokach, pracy oraz najnowszym monodramie w Ośrodku Teatralnym „Rondo” opowiada Wioleta Komar.
- Inspiracją była książka Elżbiety Cherezińskiej „Byłam sekretarką Rumkowskiego. Dzienniki Etki Daum”. Z reżyserem, Stanisławem Miedziewskim pomyśleliśmy, że jest w niej ciekawy materiał na monodram. Podczas rozmowy z Elą doszliśmy jednak do wniosku, że nasz spektakl nie powinien być adaptacją tej historii. Stało się tak dlatego, że powstaje już scenariusz filmowy na podstawie tej książki. Wymyśliliśmy, że bohaterką monodramu mogłaby być żydowska artystka, która trafiła do getta łódzkiego z Europy Zachodniej. Temat artystów żydowskich w getcie wydał się nam mniej eksploatowany. Stąd pomysł, by bohaterką uczynić kobietę opływającą w luksusie, bogactwie, którą los zsyła w takie, a nie inne miejsce. Ela „podsunęła” nam Magdę Gauer, która napisała dla mnie monodram „NORA”. Według niego powstał spektakl „DIVA”. To miłość Magdy do opery sprawiła, że bohaterką jest śpiewaczka. Po raz pierwszy składaliśmy tak konkretne „zamówienie”. Dotąd adaptowaliśmy literaturę już istniejącą. Jak się pani czuje w roli Nory Sedler? Czy jest coś, co macie ze sobą wspólnego? - Bardzo lubię tę postać, choć więcej nas dzieli, niż łączy. Ona jest dużo starsza ode mnie. Jest fantastyczną śpiewaczką operową, ja nigdy w życiu w ten sposób nie śpiewałam. Ona przeżyła getto, o którym ja mogę jedynie czytać, ewentualnie oglądać. To duże wyzwanie aktorskie. Zdarza się pani wnosić coś od siebie, np. dialogi, gesty do granej postaci, czy też nie zgadzać się w pewnych kwestiach z reżyserem? - Gdyby mi się to wszystko nie zdarzało – byłoby słabo. Nie jest tak, że ja staję na scenie, a reżyser „każe mi” zrobić to, czy tamto. Rozmawiamy, próbujemy „coś” intuicyjnie. Ja improwizuję na zadany temat, reżyser coś ciekawego dostrzeże, rozwijamy to, rodzą się kolejne pomysły. Oczywiście wnoszę w rolę moje doświadczenia, emocje, wygląd, głos… Co zadecydowało, że postawiła pani na teatr jednego aktora? - Chęć rozwoju. Zaczynałam w „Rondzie” od recytacji i wieczorów ekscentrycznych. W którymś momencie pomyślałam, że warto byłoby pójść krok dalej. Chciałam sprawdzić czy teatr jednego aktora to moja bajka, czy jestem w stanie sprostać wyzwaniu. Stanisław Miedziewski zaproponował, abym przeczytała powieść Saramago. Spodobała mi się, napisałam scenariusz i zaczęliśmy próby do „Białego na białym”. Później były wyjazdy na festiwale. Poznałam ciekawych ludzi z tzw. alternatywy teatralnej. Chęć spotykania się z nimi i wspólnej zabawy zmotywował mnie do tego, by realizować kolejne spektakle. Dlaczego zdecydowała się pani studiować wiedzę o teatrze, a nie aktorstwo? - Nie interesuje mnie praca w zawodowym teatrze, chociaż kiedyś zdawałam do szkoły teatralnej na Wydział Lalkarski. Nie dostałam się, ale odkąd zaczęłam realizować monodramy dziękuję Bogu, że mnie nie przyjęli. A wiedza o teatrze po to, żeby douczyć się pewnych rzeczy, poznać ciekawych ludzi. Pracuję z młodzieżą i staram się tę wiedzę im przekazywać, pokazywać możliwości, jakie tkwią w teatrze. Lubię to, co robię, a że czasem wychodzę na scenę i „aktorzę” to rodzaj hobby. Jestem więc aktorką - amatorką, która bardzo lubi stawać na scenie i podchodzić do tego bardzo serio, gdy tylko jest czas i sprzyjająca atmosfera. Jakie dziedziny sztuki, poza teatrem, najbardziej panią pochłaniają, czy inspirują? - Uwielbiam malarstwo. Ciągle kupuję nowe książki z historii sztuki, oglądam, wertuję. Lubię też operę, bawią mnie te widowiska. W ogóle lubię korzystać z oferty współczesnej kultury – teatr, koncerty, kino, sporo czytam. Jest wielu autorów, do których ciągle wracam: Tadeusz Różewicz, C.K. Williams, Kundera, Márquez, Cortazar, Nabokov.... Sztuka jest ze mną na co dzień, ale najcenniejszą inspiracją zawsze pozostaje „życie”: ludzie, zdarzenia… Ma pani jakieś autorytety aktorskie? - Jeżeli chodzi o kobiety, bardzo cenię Irenę Jun, z aktorów Jana Peszka. Z zagranicznych: Kate Blanchett, Helen Mirren, Meryl Streep, Jacka Nicholsona, Ala Pacino. O! Jeszcze Emma Thompson, znakomita aktorka. Dziękuję za rozmowę. Edyta Paszko
Fot. Ryszard Hetnarowicz
1535
<<< poprzedni
| 20/14 | następny >>>
Dodaj komentarz: |