

|
menu:
e-Prenumerata
Zbliżeń
POGODA SŁUPSK:
godz. 12:00 ![]() Temp.: 15 °C ![]() Ciśn.: 1029 hPa ![]() Wiatr: 27 km/h Śnieg: 0.0 mm Deszcz: 0.0 mm |
CZYTELNIA
<<< poprzedni
| 20/16 | następny >>>
Słupsk, 2010-04-02
Nadal się dziwimy!
Dariusz Gatniejewski i Grzegorz Gurłacz nie mają wątpliwości! Ich obecność w kabarecie wzięła się z potrzeby scenicznej ekspresji. - Chcieliśmy robić więcej niż proponował nam teatr. Dwadzieścia lat temu byliśmy ludźmi z głowami pełnymi ideałów. Dać z siebie więcej, wyrazić co w duszy gra, nawiązać kontakt z widzem... Kabaret wydawał się idealnym do tego miejscem - zapewniają aktorzy.
A wkrótce stał się ich jedynym miejscem, pozwalającym na realizacje zawodowych ambicji. Słupska scena znikła z mapy teatralnej i kabaret Doczekać Końca Dnia (DeKaDe) prezentował programy, które ściągały na widownię liczną publiczność. - Korzystaliśmy wtedy z tekstów autorów, którzy byli dla nas, nie wstydźmy się tego powiedzieć, idolami – wspomina G. Gurłacz. - Jacques Brel, Georges Brassens, Włodzimierz Wysocki.. Kontynuowaliśmy tradycję kabaretu literackiego i do dzisiaj pozostajemy jej wierni. Z biegiem czasu zaczęliśmy odczuwać coraz większą chęć opisywania rzeczywistości własnymi tekstami, skeczami i scenkami. I tak stawaliśmy się powoli kabaretowymi autorami. Od początku chcieli być niezależni. Tworzyć taki kabaret i tak organizować własne życie. Musieli się nauczyć nawet... buchalterii. W skromnym bo skromnym wymiarze, ale jednak! Nie mają w Słupsku żadnej stałej siedziby i może dlatego rzadko postrzegani są jako twórcy teatralni, a częściej jako artystyczna ozdoba festynów czy imprez plenerowych. Stąd biorą się nieporozumienia, bo diametralnie to różny wizerunek od tego, który znany jest poza Słupskiem. W programach DKD, bo taki skrót teraz obowiązuje, nie ma tylko „zrywania boków” ze śmiechu. Jest miejsce na wszystkie odcienie życia – od refleksji i zadumy po wysublimowane poczucie humoru. I publiczność docenia ich klasę. - W ciągu dwudziestu lat daliśmy ponad 2,5 tysiąca spektakli, z czego jakieś 10 procent w naszym mieście. Jesteśmy kabaretem jeżdżącym – podkreśla D. Gatniejewski. - Lubimy to, co robimy. Cieszymy się każdą chwilą i w każde nasze dzieło staramy się włożyć myśl, siebie, nasze widzenie świata. Daleko nam do zgorzknienia i frustracji! Nadal jesteśmy zaskakiwani przez rzeczywistość, a wielu rzeczom się dziwimy... I niech tak pozostanie! Teraz są w przededniu swojego jubileuszowego programu. - Trudno byłoby o jego realizację, gdyby nie pomoc sponsorów, a przede wszystkim miasta – dodaje G. Gurłacz. W składzie uzupełnionym przez Przemysława Osińskiego („bawił się w piaskownicy pod blokiem, gdy zaczynaliśmy!”) pokażą „numery” stare i nowe. Współgrać z nimi będzie orkiestra Polskiej Filharmonii Sinfonia Baltica pod batutą Bohdana Jarmołowicza a na scenie pojawią się goście w osobach byłych członków kabaretu, czyli Macieja „Leszcza” Miecznikowskiego, Magdy Turowskiej (Cytryna), Hanny Piotrowskiej, Radosława Ciecholewskiego, Jerzego Karnickiego... A wszystko już 16 i 17 kwietnia o godz. 19. w sali słupskiej filharmonii. (hrk)
1537
<<< poprzedni
| 20/16 | następny >>>
Dodaj komentarz: |