

|
menu:
e-Prenumerata
Zbliżeń
POGODA SŁUPSK:
godz. 13:00 ![]() Temp.: 15 °C ![]() Ciśn.: 1029 hPa ![]() Wiatr: 27 km/h Śnieg: 0.0 mm Deszcz: 0.0 mm |
CZYTELNIA
<<< poprzedni
| 19/14 | następny >>>
Słupsk, 2010-07-09
Najważniejsza jest dyrygentura!
Państwowa Filharmonia Sinfonia Baltica w Słupsku ma za sobą kolejny sezon. Był on bogaty w wydarzenia artystyczne, które spotkały się uznaniem zarówno krytyków, jak i publiczności. Słupscy filharmonicy są wizytówką miasta, a ich poziom artystyczny przyciąga do Słupska solistów z renomą światową. Również oni zapraszani są do udziału w imprezach najwyższej rangi. O mijającym sezonie, sukcesach i problemach Filharmonii rozmawiamy z Bohdanem Jarmołowiczem, jej dyrektorem artystycznym.
– Dla dyrygenta i orkiestry każdy koncert jest ważny. Ale oczywiście różnorodność i odmienność dzieł powodują, iż każde wykonanie to zupełnie inne doznania estetyczne. Najwięcej satysfakcji i zadowolenia dają te utwory, które stawiają przed nami duże wymagania muzyczne i techniczne, te które wymagają szczególnie dużego wkładu pracy czy też szczególnych umiejętności. Do tych najważniejszych w mijającym sezonie zaliczyłbym udział w Międzynarodowym Festiwalu „Amber Baltic” w Międzyzdrojach z udziałem Kevina Kennera i Diny Yoffe, światowej sławy pianistów, którzy wykonali z towarzyszeniem naszej orkiestry koncerty fortepianowe Chopina i Schumanna. Współpracę moją i orkiestry z Piotrem Palecznym w zupełnie innej interpretacji Koncertu e-moll Chopina także można zaliczyć do udanych. Dodajmy do tego interpretacje IV Symfonii Schumanna na koncertach w Słupsku i Gdańsku, które spotkały się z bardzo gorącym przyjęciem publiczności. Podobnie jak koncert arii operowych w wykonaniu światowej sławy basa Valeriana Ruminskiego i bardzo utalentowanej śpiewaczki Ewy Olszewskiej. A inauguracja kończącego się sezonu arcytrudnym Koncertem na orkiestrę Grażyny Bacewicz była z pewnością udaną prezentacją umiejętności naszej orkiestry smyczkowej. A pańskie indywidualne ambicje twórcze, jako dyrygenta i aranżera, także zostały zrealizowane? – Ambicje aranżera (kompozytora) i dyrygenta to zupełnie inne pola działalności artystycznej, aczkolwiek w moim przypadku często się łączą. Z pewnością realizacja płyty „Inny Chopin” sprawiła wykonawcom wiele radości, a nam, autorom – również Filipowi Wojciechowskiemu – dała wiele satysfakcji. Na marginesie mogę dodać, iż zaaranżowałem kilkaset różnych utworów na orkiestrę i... nigdy ich dokładnie nie policzyłem. Które z dzieł literatury muzycznej w ich oryginalnym kształcie są praktycznie nie do wykonania na scenie słupskiej filharmonii? – Bardzo wiele pozycji repertuarowych! Chociażby ze względu na małą scenę, brak kanału orkiestrowego oraz złą akustykę sali. Wykonujemy wprawdzie utwory oratoryjne, ale w kościele! A tu, niestety, sezon koncertowy ze względu na niską temperaturę trwa krótko. Opera i bardzo w Słupsku popularna operetka ogranicza się do nieskomplikowanych montaży orkiestrowych. Sporadycznie ograniczając orkiestrę, schodzimy do bardzo prymitywnego i małego kanału orkiestrowego, wykonując balety Piotra Czajkowskiego. Akustyka sali w niewielkim stopniu nadaje się do prezentacji muzycznych, co w dużym stopniu wpływa na dobór solistów i dyrygentów (nie chcą występować w sali o randze domu kultury). O braku czterogwiazdkowego hotelu w stutysięcznym mieście już nie wspomnę. Jakie więc warunki potrzebne są do tego, by najpierw utworzyć, a potem utrzymać orkiestrę na tak wysokim poziomie artystycznym? Jak to się robi, by występować z tym zespołem, grać w nim chcieli wybitni artyści? – Podstawą działalności instytucji kultury jest dotacja, jaką otrzymuje od swojego organizatora oraz wpływy, jakie wypracowuje w efekcie swojej działalności. Im dotacja jest wyższa, tym wydarzenia artystyczne mogą być ciekawsze. Atrakcyjne programy, wybitni soliści i dyrygenci, materiały orkiestrowe, reklama kosztują. Musimy pamiętać, że każdy koncert to inny program, inni soliści i nowe wydarzenie artystyczne. Czyli rozwój artystyczny, sięganie po wyższe cele artystyczne, organizacyjne nie jest możliwy bez odpowiednich warunków lokalowych? Budowa filharmonii przy Centrum Handlowym „Jantar” jest więc dobrym pomysłem? – Zatrzymaliśmy się na pewnym etapie i dalszy rozwój jest bardzo utrudniony. Obecny budynek wymaga remontu. Korzystają z niego dwie kulturalne instytucje – Nowy Teatr i my. Pracując w tym budynku, tkwimy w epoce, która dawno już się zakończyła. Mam jednak wrażenie, że nie wszyscy to zauważają. Nowoczesna filharmonia, sala widowiskowa służąca również innym instytucjom miejskim nie jest żadnym luksusem ale koniecznością. Wydaje się, iż budowa filharmonii w Centrum Kulturalnym (czy też Handlowym, jak chcą niektórzy) to bardzo dobry pomysł. Kwota 30 mln zł nie jest wygórowana. Pozostaje do rozstrzygnięcia sprawa własności, ale tę kwestię pozostawiam prawnikom. Na pewno przy dobrych chęciach można ją rozstrzygnąć z korzyścią dla obu stron – miasta i inwestora. Dziękuję za rozmowę. Ryszard Hetnarowicz
Fot. Zbigniew Bielecki
1664
<<< poprzedni
| 19/14 | następny >>>
Dodaj komentarz:Robert/Sopot, 2010-07-12 20:21:53
Myślę, że wyrażę radość nie tylko swoją! Dobrze się stało, że wywiad z Bohdanem Jarmołowiczem jest rozmową przede wszystkim z artystą! Jasne, że nie uniknie się tematów przyziemnych, bo one w dużej mierze twórczość ograniczają. Ale i to warto wiedzieć, bo większość władz w tym mieście (inie tylko w tym) uważa, że artysta to taki człowiek, który tworzy bez względu na warunki i okoliczności! Cieszę się, bo być może B. Jarmołowicz, twórca o wybitnym już dorobku, uświadomi to decydentom. A smucę się, ponieważ wiem, że do nich i tak niewiele dociera.
Tak czy inaczej, gratuluję Panie Ryszardzie takiego ujęcia tematu niedostatków bazy tej znakomitej słupskiej orkiestry!
|