

|
menu:
e-Prenumerata
Zbliżeń
POGODA SŁUPSK:
godz. 05:00 ![]() Temp.: -13 °C ![]() Ciśn.: 1041 hPa ![]() Wiatr: 11 km/h Śnieg: 0.0 mm Deszcz: 0.0 mm |
CZYTELNIA
<<< poprzedni
| 18/10 | następny >>>
Słupsk, Ustka, 2010-08-27
Najstarszy lekarz pracuje w słupskim pogotowiu!
Czuję się jeszcze potrzebny
Władysław Przybył, lekarz z Ustki, w tym roku skończył 90 lat. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że pan Władysław wciąż pracuje w swoim zawodzie. Gdy jego rówieśnicy od ćwierć wieku przebywają na emeryturach lub odeszli na zawsze, on dalej pracuje. Lekarzem jest nieprzerwanie od 58 lat. Doktor Przybył jest prawdopodobnie najstarszym lekarzem w Polsce czynnym zawodowo i to nie w zacisznym gabinecie, lecz w pogotowiu ratunkowym!
Trudy edukacji
Uczył przyrody, historii i języka polskiego. Nie spoczął na tym. W 1945 roku rozpoczął studia na wydziale lekarskim Uniwersytetu Łódzkiego, by po kilku latach nauki zostać lekarzem. Do woja marsz W trakcie studiów lekarskich pan Władysław poznał swoją żonę Krystynę, z którą jest do dzisiaj. – Mieszkałem na stancji u ciotki Krystyny. Przypadliśmy sobie do gustu i postanowiliśmy połączyć się na zawsze. Niezbyt długo nacieszyliśmy się sobą. Na jakiś czas rozłączyły nas obowiązujące wtedy nakazy pracy. Żona mieszkała w Sandomierzu, ja natomiast musiałem stawić się do pracy w Kielcach – zwierza się pan doktor. Tułaczka młodego lekarza i jego małżonki skończyła się, gdy został powołany do wojska. W 1954 roku oboje znaleźli się w Ustce. Pan Władysław przywdział marynarski mundur ze szlifami oficera i dbał o zdrowie marynarskiej braci, jeszcze wtedy w niewielkiej usteckiej jednostce, bazie Marynarki Wojennej ze sztabem, w miejscu, gdzie teraz znajduje się sanatorium „Tęcza”. Z biegiem czasu lekarz-oficer podwyższał swoje kwalifikacje zdobywając specjalizację internisty i radiologa (obie II stopnia). Do emerytury wojskowej pracował w Wojskowej Specjalistycznej Przychodni Lekarskiej, a później już na emeryturze w miejskim rentgenie. W wojsku dorobił się stopnia komandora porucznika. Rodzina i upodobania Doktor Władysław Przybył i jego zona uwielbiają turystykę. Zwiedzili prawie całą Europę, wiele krajów Dalekiego i Bliskiego Wschodu oraz Afryki. Preferują zdrową kuchnię. Ponadto doktor namiętnie uczy się języków obcych. Zna francuski, włoski i niemiecki. Fascynuje go historia i fotografika. Mimo swoich 90 wiosen wciąż jeździ samochodem, volkswagenem polo. Nigdy nie palił papierosów, nie nadużywa alkoholu. Pochodzi z długowiecznej rodziny. Jego mama przeżyła 105 lat. Państwo Przybyłowie mają córkę Małgorzatę, która jest kustoszem muzeum w Szamotułach, wnuczkę Kasię i dwoje prawnucząt Zuzię i Jasia. Pan Władysław wciąż pracuje. Pełni dyżury w pogotowiu. – Lubię pracować. Czuję się jeszcze potrzebny. Skoro mnie jeszcze chcą i wywiązuję się z obowiązków, to jeszcze chcę nieść pomoc i ratować życie ludzkie – wyznał. Anna Gasik, kierowniczka szpitalnej Izby Przyjęć przy ul. Kopernika w Słupsku, nie kryje podziwu dla doktora Przybyła. - Tylko pozazdrościć doktorowi jego sprawności fizycznej i umysłowej – stwierdza. Chirurg Włodzimierz Rutkowski, kierownik medyczny słupskiego pogotowia, oznajmia, że o doktorze Przybyle może mówić tylko w samych superlatywach. - Zaangażowany, dyspozycyjny, na każde zawołanie. To człowiek o wielkiej kulturze osobistej, reprezentant starej, dobrej szkoły. Ryszard Mazur
Fot. autor
1717
<<< poprzedni
| 18/10 | następny >>>
Dodaj komentarz:Walenty, 2010-09-06 11:50:09
Młodsi ''specjaliści'' mają wyższe wykształcenie i mniejszą kulturę osobistą, traktują pacjentów jak dostawców gotówki lub króliki doświadczalne.
|