Czwartek, 24 maja 2012 roku, Imieniny: Joanny, Zdenka, Zuzanny  
Zbliżenia - Słupski dwutygodnik regionalny Zbliżenia - Słupski dwutygodnik regionalny
     Główna Archiwum PDF Dla reklamodawców Kontakt Fotogalerie Topy regionu Wirtualny spacer
menu:

e-Prenumerata
Zbliżeń





POGODA SŁUPSK:
godz. 14:00

Temp.: 15 °C
Ciśn.: 1029 hPa
Wiatr: 27 km/h
Śnieg: 0.0 mm
Deszcz: 0.0 mm






CZYTELNIA

gazeta
rozwiń spis treści
gazeta gazeta
Słupsk, Pomorze, 2010-08-27
Słupszczanka dla słupszczan
Muzeum Pomorza Środkowego w Słupsku wzbogaciło się o zespół 54 widokówek, pokazujących miasto sprzed drugiej wojny światowej. Najstarsza z nich wysłana została 31 stycznia 1900 r. Bezcenne egzemplarze pokazują mało znane wnętrza kościołów, nieistniejące budynki, panoramę miasta z samolotu. Uzupełniają muzealną kolekcję słupskich widokówek, która już przekroczyła tysiąc egzemplarzy. Uroczyście przekazała je muzealnikom Isabel Sellheim, w imieniu darczyńców ze Stoper Heimatkreis i Förderverein des Lions Clubs Altenstadt.

Przyjmując prezent dyrektor muzeum Mieczysław Jaroszewicz powiedział, że Isabel Sellheim jest dobrym duchem muzeum, bowiem dzięki niej przybywa cennych dzieł związanych z przedwojenną przeszłością Słupska. Natomiast pani Isabel była zadowolona, że słupskie widokówki znajdą się w jednym miejscu, pod stałą opieką muzealników i służyć będą wszystkim słupszczanom. Muzeum jest dla niej miejscem szczególnym, z którym współpracuje od początku swojego powrotu do rodzinnego miasta w latach 90. XX w.

Pani Izabela ogromnie nam pomaga – mówi kustosz Dorota Ciecholewska.Pierwszym wspólnie zrealizowanym przez Alicję Konarską i panią Sellheim przedsięwzięciem była wystawa przedwojennego słupskiego malarza Otto Priebego. Potem tych wystaw było bardzo wiele: Maxa Pechsteina, Ulricha Bewersdorffa, Margarete Neuss-Stubbe, Rudolfa Hardowa, Güntera Machemehla, Hansa Wintera, Johannesa Sauera, Gottfrieda Brockmanna, Otto Kusego i innych malarzy pomorskich. Pisała broszurki, teksty do katalogów, szukała pieniędzy na organizację wystaw. Zbierała materiały biograficzne i przygotowywała noty o pomorskich malarzach. Przy okazji każdej z wystaw zawsze jakiś obraz wypożyczony z prywatnych kolekcji w Niemczech zostawał w naszym muzeum. Pani Izabela potrafiła przekonać właścicieli, że pomorskie obrazy tu powinny zostać. Dzięki niej możliwe było wypożyczenie wielu obiektów z niemieckich muzeów, zawsze mogliśmy liczyć na jej pisemne poparcie przy pozyskiwaniu grantów z Fundacji Polsko-Niemieckiej na organizację konferencji, m. in. konferencji „Żydzi na Pomorzu Zachodnim”, wydanie albumu prac Rudolfa Hardowa, czy książki „Srebrny ołtarz darłowski”.

Równie bliskie są kontakty pani Isabel z teatrem Rondo, przedszkolem na ulicy Wandy, które mieści się w jej byłym domu rodzinnym, dyrekcją słupskich cmentarzy, urzędem miejskim i wieloma innymi placówkami. Z wielkim zapałem wspierała Stowarzyszenie Rekonstrukcji Organów Kościoła Zamkowego szukając w Niemczech sponsorów, których przekonywała, że słupskie organy w kościele św. Jacka koniecznie trzeba ratować.

Dyrektor Jaroszewicz żartem stwierdził, że pani Iza pół roku mieszka we Frankfurcie nad Menem, a pół roku w Słupsku. Jej przyjaciele dodają, że w miarę upływu lat pobyty w Słupsku coraz bardziej się wydłużają, a w Niemczech skracają, bowiem pani Iza coraz więcej ma w Polsce różnych zajęć. W błyskawicznym tempie nauczyła się mówić po polsku i ma coraz mniej problemów z czytaniem polskich gazet.

Dzięki swojej bezinteresownej działalności na rzecz miasta stała się tutaj powszechnie znana i jest pierwszą Niemką, która po wojnie została Honorowym Obywatelem Słupska. Spolszczono także jej imię, a ona przywykła, że mówią do niej – pani Izo. Wiele zrobiła, by połączyć wszystkich, którym dobro miasta leży na sercu. Wbrew pozorom wcale nie jest to takie łatwe. Kiedyś uczestniczyłam w konferencji naukowej organizowanej przez Akademię Europejską w Kulicach. Wspólnie z germanistką Iloną Zwierz opowiadałyśmy o bardzo owocnej współpracy polsko- niemieckiej w dzisiejszym Słupsku. Zareagował jeden z niemieckich gości – kategorycznie stwierdził, że taka współpraca jest absolutnie niemożliwa. Ziomkowskie nastroje były w tej wypowiedzi mocno widoczne. Jednak w Kulicach nie mógł liczyć na poparcie.

W czasie, gdy pani Sellheim była przewodniczącą stowarzyszenia byłych mieszkańców powiatu słupskiego w Niemczech, bardzo często miała do czynienia z podobnymi poglądami. Zdecydowanie się od rewizjonistycznych tęsknot byłych Pomorzan odcinała. Dla niej ważna była ochrona pomorskich tradycji i troska o ich przetrwanie. Stała się emisariuszem obecnego Słupska w Niemczech i skutecznym rzecznikiem przedwojennych słupszczan, stojącym na straży pamięci o przeszłości. Na łamach gazet niemieckich pojawiały się jej informacje o aktualnych wydarzeniach z polskiego Słupska, a w polskim Słupsku krok po kroku ratowano wskazane przez nią przedwojenne pamiątki, stworzono lapidarium, odsłonięto tablicę poświęconą tragedii Żydów, opublikowano kilka książek. Kiedy słupska uczelnia uzyskała obiekty po przedwojennych koszarach na ul. Westerplatte Isabel Sellheim szukała w niemieckich bankach możliwości dofinansowania pomysłu przekształcenia starego obiektu militarnego w placówkę naukową. Odwiedziła wiele instytucji, ale tym razem bez powodzenia. Była niepocieszona. Ponieważ sponsorzy się nie znaleźli, sama zostawiła darowiznę i sfinansowała zakup cennych pomeraników dla biblioteki uczelni. Potem pomagała studentom germanistyki, przywożąc im setki skserowanych publikacji, opracowań historyczno-literackich i książek.

Ale nie wszystko, co zamierzała zrobić w Słupsku, udało się. Pamiętam, z jakim zapałem tworzyła w latach 90. XX w. bibliotekę klasyków należącą do słupskiej mniejszości niemieckiej. Dziś nikt o niej nie usłyszy. Zapewne nie był to jedyny powód do zmartwień. Barier musiała pani Isabel pokonać sporo, zwłaszcza na początku swojej słupskiej przygody. Na szczęście otwierająca się Europa już wymiotła wiele uprzedzeń i stereotypów. Dziś łatwiej o zrozumienie i współpracę. I oby pani Isabel dopisywało zdrowie, bo pomysłów na dalszą działalność polsko- niemiecką nigdy jej nie brakuje.

Jolanta Nitkowska-Węglarz
Fot. autorka
1715
gazeta

Dodaj komentarz:

 
gazeta
Autor:
Mail: (nie będzie wyświetlany)
Komentarz:
 
  - wpisz słowo z obrazka (ochrona antyspamowa)
  
gazeta
Online: 6

Odwiedzin dzisiaj: 779
Wyświetleń dzisiaj: 974
Odwiedzin: 1384334
Wyświetleń: 1783106
Copyright Bednarek Media © 2006-2007
Wszelkie prawa zastrzeżone